Słowianie czyli Ario-Wędowie. Czyli czy Steiner i Bławatska mają rację


A to nawet nie wszystkie jeszcze nazwy jakie Słowianie czy też jeszcze Sławianie przybierali.
Właściwie jedno tylko jest pewne, ale i tu nie dla wszystkich, bo wielu się jeszcze kłóci – powyższe nazwy wszystkie w jakiś sposób nawiązują do braterstwa tych ludów, ich pokrewieństwa genetycznego, kulturowego, językowego.
Jaki ja mam z tym problem? Współpracują aktualnie, co chwalebne, językoznawcy, archeolodzy, historycy i genetycy a nawet matematycy (statystyka powiązana z językoznawstwem).
Nie widzę tu jednak FILOZOFÓW I LITERATÓW.
Tak – Czesław Białczyński, Wiesław Glaner czy Kazimierz Mroziński, są tu być może osobami, które można wymienić jako filozofów i pisarzy. Słowiańskich. Pan Mroziński łaczy swoje zainteresowania z językiem, Czesław Białczyński łączy filozofię i mitologię. Wiesław Glaner pisze książki o słowiańskiej filozofii przyrody.
Ja się tylko zastanawiam – jak połączyć wszystkie te światy.
A wy pewnie myślicie – po co?
Otóż miałam ostatnio krótką dyskusję z Tomaszem Kosińskim online, w temacie – skąd pochodzą Ariowie, i czy są wcześniejsi od Wenedów czy też pochodzą od Wenedów, lub są ich braćmi…
Tego problemu jeszcze długo na poważnie, w dowodach, nie rozwiąże historia, nawet w powiązaniu z wymienionymi wyżej innymi dziedzinami. A nawet jak rozwiąże – to kiedyś trzeba będzie odnieść się do tego, co twierdzili filozofowie oraz ! Ezoterycy.

Poza bowiem historią, archeologią itd. mamy również wypowiedzi filozofów i filozofów-ezoteryków na temat Atlantydy, Hiperborei oraz ARIÓW.
Nie sądzę, by należało ich ignorować. Trzeba się odnieść do tego, co pisali. Bo książki napisane przez teozofów, antropozofów, i wcześniejszych filozofów greckich – stworzyły już pewien obraz w umysłach wielu.
Teozofię tworzyła pani Bławatskaja Blavatsky , Rosjanka. Jej przekazy pochodzą od mistrzów wschodu (Tybet?) Antropozofię stworzył Rudolf Steiner, mieszkaniec Austro-Węgier, urodził się w części słowiańskiej, obecnie należącej do Chorwacji, ale pisał po niemiecku i uważał się zapewne za Austriaka.
Oboje podają w swoich pismach (za mistrzami) układ tak zwanych ras ludzkich, a właściwie chodzi o epoki rozwoju człowieka i kultur:
1 Polarna
2 Hyperborejska
3 Lemuriańska
4 Atlantydzka
5 Aryjska
6 Amerykańska
7 Rosyjska
Obecnie mamy epokę post atlantydzką czyli aryjską, i z Atlantydy wywodzą się rasy/ kultury które potem weszły w skład epoki aryjskiej (Ariów).
W układzie i nazewnictwie tych kultur Bławatska i Steiner nie są zgodni. Steiner (też nie ma tu spójności) zwykle podawał :
Hindu
Sumer
Persowie
Celtowie
Grecja
Teutonowie (!)
I jak się okazuje z Teutonów wywodzą się Słowianie.
Taki mamy tu więc obraz. Bardzo mocno też na pewno utrwalony w Niemieckiej kulturze i historii w związku z badaniami i działaniami Hitlera, oraz antropozofii tamże. Cały Steiner jest też przetłumaczony na angielski, a jego tezy i pisma dość znane w USA. I lubiane.
Ariowie – cała więc epoka kulturalna – obecna nazwana jest w ten sposób.
Słowian – praktycznie NIE MA. Pochodzą od Teutonów, czyli … Niemców, w uproszczeniu.
Przy całym szacunku do Bławatskiej i Steinera, zwłaszcza dla ich pism ezoterycznych na różnorodne tematy, oraz szczególnie dla Steinera w dziedzinie edukacji, nie można się z nimi zgodzić co do układu epok a nawet układu nazw. Po prostu dlatego, że sprawa jest ideologiczna i polityczna. Nikt z nas nie wie oczywiście dokładnie jak wyglądać będzie przyszłosc i co oznacza (dokładnie) epoka amerykańska i rosyjska… Wiele pism opisuje właściwie coś w rodzaju obecnie rozgrywającego się… NWO.
Skupmy się więc na teraźniejszości.
Epoka Aryjska. Aria. Ariowie.
Zgodnie z badaniami historycznymi, genetycznymi itd.naukowców z połączonych branż, trudno dziś powiedzieć że Ariowie to stricte Słowianie. Nadal jest to niedopowiedziane. Są polemiki – patrz poniższe artykuły. Raczej okazuje się, że Aria zwiazani są ze stepem, z Iranem (Ay-ran) i Indiami (Aria jako ci którzy dali cywilizację wedyjską i przybyli zza Himalajów). Aria byliby więc tymi, którzy wyszli z centrum Europy (na przykład z terenów obecnej Polski). Tam się podzieliła linia r1a na dwa szczepy. Osobiście uważam, że jedni byli ruchliwi koczowniczy (Aria), a drudzy osiadli (Wenedowie). I byli braćmi w krwi i kulturze. I zwali się wszyscy Słowianami. Nie bardzo widzę możliwość, by z Wenedów wykształcili się niejako – jako potomkowie (?) Aria, Ariowie. I przyjęli tę nazwę dopiero w Iranie, Indiach.

Wytłumaczyć mogę to tylko filozoficzno-ezoteryczno-językowo.

Uważam, że w centrum Europy mieszkali Słowianie.
W ich nazwie są dwa elementy równowagi SL Wanie – SLW
Wersją mocną tego słowa są ZERyWanie, nazwa wspominana u Czesława Białczyńskiego w jego Mitologii Słowian.
ZR – W daje dobrą równowagę i połączenie opozycji, bo ZR jest związane z działaniem ruchem i energią męską, podczas gdy W niby też jest intensywne, ale ono dąży również do wyciszenia i domknięcia, więc jest związane z energią żeńską.
Te energie o których mówię, tworzą klasyczne Yin żeńska i Yang męska.
R jest niezbędne w meskim elemencie, wiąże się też z wedyjskim bogiem stwórcą BRAHMĄ (energia słoneczna RA)
W jest związane z yin, z elementem żeńskim, z SZIWĄ

Słowianie jest odpowiednikiem Zerywanów
SL SŁ = ZR
S – Z
L/Ł – R

Słowianie obejmują cały dwutwarzowy lud słowiański. Tych ruchliwych, tych stepowych, tych podróżujących, tych wojowników (energia słoneczna męska RA) i tych osiadłych, rolniczych, spokojnych, osadzonych w gnieździe, w centrum, skupiających energię ku środkowi, konserwatywnych (energia księżycowa siwa, niebieska SWA SZWA Siwa — patrz czyż nie mówi się na księżyc Siwy? )

Ze Słowian wychodzi wiele ludów. Pominę dziś Sarmatów i Scytów. Najważniejsi, niejako poglądowo są :
1 Wędowie/ Wenedowie Wandalowie/
2 Lechici, Lęchici, Lehici, Lugianie, Luzyci, Łużycy
Te powyższe słowa wszystkie mają jeden wspólny element LG/LŻ /LH /LCH lub WND
3 Aria Ariowie – mają element męski – R(energia słońca) i Y (indywidualność)

1 mówi o : leżeniu, zleganiu, zaleganiu, przyleganiu, łączeniu z czymś istotnym energetycznym (LACH)
2 Wędowie Wenedowie Wanda Wandalowie – słowa pochodzą tak jak NIDA od :
gniazda, centrum, środka, istoty, sedna
3 Y I – indywidualnośc, również energia męska oddzielająca się, Ra – energia słońca, męska,

1 i 2 = > A całkowicie jeden ich wspólny element? = bezruch, przyleganie do istoty , czyli do czegoś ważnego, ENERGETYCZNEGO, oraz skupianie energii i gromadzenie jej (czyli konserwowanie i konserwatyzm w temacie kultury, języka, wiedzy)
Lechici = Wenedowie
Są w elemencie osiadłym rolniczym i żeńskim
Ale nie mogą istnieć bez Aria, elementu męskiego. Oczywiście, że to oni , Aria poszli do Persji i Indii, bo byli ruchliwi męski i koczowniczy i stepowi. Uważam, że DO TEGO ELEMENTU ARYJSKIEGO WYJŚCIOWYCH SŁOWIAN NALEŻĄ SCYCI SZCZYCI I SARMACI. Scyci – moim zdaniem wiodą nazwę od Szczytów czyli tarcz, to wojownicy. A pewnie też są powiązani z górami-szczytami, z elementem G/H czyli są Harnasiami, Horalami Góralami, hardymi panami.

Cywilizacja którą osobiście nazywam Ario-Słowiańską w sumie powinna się nazywać po prostu
Słowiańska lub Zerywańska albo Ario-Wędyjska lub Ario-Lechicka (Lehicka, Łużycka… )
Tylko, czy ktoś dziś dokładnie głęboko rozumie te nazwy i ich sens?

To była cywilizacja wyszła z Hiperborei i raczej niepowiązana z Atlantydą. Jeśli więc spojrzymy na rozkminki ezoteryczne Steinera i Bławatskiej to co mamy?
Hiperborejska epoka jest drugą epoką ludzkości. Jej położenie w zasadzie odpowiada położeniu Słowian – to północ. Hiper Wielkie Bory, Pola , i pewnie koło podbiegunowe, aczkolwiek klimat był nieco inny i wchodzimy tu w układ, czy bieguny w ogóle były (?) a jeśli to gdzie.
Lemuria i Atlantyda mogły się wyłonić później, albo trwać jednocześnie z Hiperboreją. Bo czy gdzieś są zapisy o jej zaginięciu? W zasadzie nie? Tak naprawdę owa Hiperboreja jak i Słowianie to sprawy dość tajemnicze oraz pomijane milczeniem. (Sekretne? )
Z Atlantydy wyszły istniejące nawet obecnie kultury. Wyszły też takie nacje jak Inków, które Steiner w jednym z wykładów opisuje jako jednolitą Amerindiańską wczesną. To też wydaje mi się ryzykowne.
Czym innym pierwsi Inkowie co zbudowali budowle Peru, a czym innym Inkowie podbici przez Hiszpanów (kolejne generacje zatopionych w pomroku dziejów dziadów). Czym innym być może też Majowie, Aztekowie i inni czerwonoskórzy obu Ameryk. A jeszcze czym innym zdają się być rdzenni mieszkańcy Ameryki południowej…
Porzućmy tę dygresję. Steiner i Bławatska chce obecną naszą epokę nazywać Aryjską. Może to być w tym sensie prawda, że ta epoka jest mocno dynamiczna patriarchalna i męska. A jak powiedziałam, Arya to element męski yang z koła przemian Słowian.
Z Ariów wywodzą się zaś podobno – 1 Hindu 2 Sumerowie 3 Persowie 4 Celtowie 5 Grecy 6 Teutonowie
I na końcu pojawiają się (tylko jak ktoś drąży temat) Słowianie.
Niewątpliwie tak jest dlatego, że Steiner pisał po niemiecku i do tej kultury chciał przynależeć (teutońskiej ) choć de facto rdzennie genetycznie przynależał do słowiańskiej, inaczej nic by z siebie nie wyjął – jeśli chodzi o wiedzę, filozofię. Wiedza Steinera i Bławatskiej pochodziła od wschodnich mistrzów, powiązanych z Tybetem, Indiami, stąd na wierzchołku listy nacji /kultur Aryjskiej epoki są Hindusi.

A prawda jest moim zdaniem taka, że Słowianie (i ich podgrupy Aria i Wędowie i wszyscy inni) pochodzą bezpośrednio z Hiperborei. Ewoluowali poza rozkminkami i koncepcjami teo i antropozofów. 

Byli nie na końcu – po Teutonach, ale raczej na początku i końcu. PRzed Hindusami, a po Teutonach również, bo myślę, że owa epoka Rosyjska , po Amerykańskim inicjacyjnym NWO, będzie SŁOWIAŃSKA W SENSIE ARIO-LECHICKA

POLSKA

Może to zarozumiałe ale takie jest moje zdanie obecnie. Proszę. Porozmawiajmy.

Hiperborejczycy. Nie było ich na Atlantydzie. Nie brali udziału ani w jej wzroście ani w upadku. Jak to gdzie indziej było o nich powiedziane , są rodem zrównoważonej cywilizacji i organicznie niezdolni do totalitaryzmu.
Hiperboreiczycy spokojnie sobie . Nieprzerwanie przez miliony i tysiąclecia lat mieszkali zawsze gdzieś w sercu Europy, czasem bardziej na północ, zachód, wschód czy południe. Zawsze byli tam jacyś Lechici – Wędowie STRAŻNICY GNIAZDA I ETERYCZNEJ KULTURY (ORALNEJ) i zawsze byli jacyś ruchliwi Ariowie, Scyci Sarmaci (niosący cywilizację dalej ORAZ STRAŻNICY WIEDZY W CZASACH KALI JUGI — to oni zapisywali , tak zapisał wiedzę na twardo Zaratustra w Persji , tak zapisali Ariowie w Indiach. A dziś wychodzimy z kali jugi, mamy epokę dwapara wstępującą i czas kroczyć ku holizmowi i coraz bardziej odtwarzać kulturę ponadczasową, eteryczna i oralną. A to oznacza, że trzeba widzieć szerzej, duchowo i filozoficznie a nie tylko : lingwistycznie (badawczo), archeologicznie, historycznie, statystycznie matematycznie, etnograficznie, genetycznie.
I przestańcie się obrażać na JHWH Jahwe. Tu się zgadzam ze Steinerem, było 7 Elohim. Jeden z nich stał się lunarny księżycowy. I to był Jahwe. Dlatego muzułmanie i żydzi to ludzie religii księzycowych w energii.
Pozostali Elohim są słoneczni.
I ok. Ale to w lunie, w księzycu jest istota  i zaczątek…
Y jest elementem Yang
W jest elementem Yin
Całośc tworzą koło przemian, tetragram… gwiazdę pięcioramienną, w której wpisane elementy cztery , żywioły oraz
MA – matryca
czyli eter
akasza
Obecna wiedza jest zamazana. Tarot klasyczny uważa, że buławy to ogień a kabała oryginalna i hermetycy – że to powietrze.
Myślę że buławy to GRAM czyli Litery Znaki – powietrze
Bo GRAM – MA oznacza Znaki Matrycy
GRAM – MA – Tyka
Znaki Matrycy Tka
Matka nasza zaś tka Ma czyli matrycę, czyli materiał eteryczny

Czcij swoje przodkinie i przodków czyli Słowian w PEŁNI
Yin – Yang

JC YCH Joanna Chołuj oraz Jezus Chrystus Słońce i Saturn
😉 heh
Wydech i Wdech
Jasność i Cień
————————————————————————————
ad 1 Tomasz Kosiński – a propos nasze j dyskusji, czyli chodzi mi o to, że Słowianie to nazwa ogólna
Wędowie i Ariowie są braćmi

ad 2 Rudaweb
BR … – etymologia powiązana z ciąć, bić
ok
ale baza to samo BR
B mówi o rodzeniu, wychodzeniu naprzód, do góry, pokazywaniu się, intensywnym do przodu – brzuch, brzemienna
R mówi o intensywnej męskiej energi czyli jest tu dzielenie, przedniość, moc, a potem bicie w sensie ruchu intensywnegfo do przodu, dźganie
i tu -> Bór oraz słaby fonetycznie odpowiednik PAL, Pole, Pole jako koło polarne

ad 3 mam podejście uogólniające i holistyczne do nazw, to nie znaczy że nie widzę różnic w Słowianie i Sławianie, LEchici Lehici… Ale tu się tym nie zajmę. 

———————————————————–

GDZIE LECHIA . RUDAWEB BLOG HISTORYCZNY

Dzisiejsi Polacy, choć najczęściej to oni odwołują się do tego dziedzictwa, nie są jedynymi spadkobiercami Lechii. Dlatego jest ważne, by także do narodów pokrewnych, choć niestety czasem wrogich, dotarła świadomość tej spuścizny. Jeszcze istotniejsze jest, by współcześni Polacy nie zawłaszczali dziejów, które nie mieszczą się wyłącznie w granicach obecnej Rzeczypospolitej.
Bo czy możemy z kręgu tradycji lechickiej wykluczyć Chorwatów i Słoweńców, skoro pierwszy Lech stamtąd właśnie pochodził? Jan Długosz dokładnie wskazał pogranicze obu tych krajów jako miejsce wyjścia Lecha i Czecha na Północ. Na tym szlaku nową ojczyznę znalazł brat Lecha, zakładając nowy ród. Zarówno genetyka, jak i archeologia uprawdopodobniają to zdarzenie na około 5 tys. lat p.n.e..
Oprócz Czechów, do lechickiej tradycji mają prawo oczywiście Morawianie i Słowacy – narody, które wywodzą się wprost od potomków obu braci.
Jeszcze bardziej pierwotne prawo do pokrewieństwa (a właściwie – ojcostwa) lechickiego mają dzisiejsi mieszkańcy starożytnej Panonii. Tam bowiem – w kraju Panów – powstała kultura-matka lendzielskiej, czyli wińczańska. Lech był potomkiem jej twórców, o których dziś wiemy, że byli słowiańskojęzyczni. Ich potomkowie, którzy pozostali w tej kolebce, dali początek Serbom, Bośniakom, Czarnogórcom, Macedończykom, Bułgarom, a także zagubionym językowo Rumunom i Węgrom. Wiadomo też, że pierwsze kultury greckie wyszły z tego samego kręgu. Tak jak Etruskowie. Nic więc dziwnego, że Wenecjanie dowodzą swojego pochodzenia od Słowian.
POSZLI NA ZACHÓD
Długosz pisał, że obaj bracia z chorwackiego pogranicza poszli na zachód. Również tam sięgała kultura lendzielska – do dzisiejszej Austrii i Niemiec. Od piątego millenium p.n.e. nad górnym Dunajem i Łabą powstają podobne kultury jak nad Dunajem środkowym, Odrą i Wisłą. Cywilizacja na ziemie niemieckie dociera spomiędzy tych dwóch ostatnich, polskich rzek w postaci kultur badeńskiej i pucharów lejkowatych (ta druga opanowała też dzisiejsze Danię i południową Szwecję). Bez większego błędu możemy dziś uznać na podstawie genetyki, że mamy do czynienia z tym samym ludem. Jego przedstawicielami, którzy nie zatracili pierwotnego języka, są Serbołużyczanie. W ich przypadku lechickość jest niezaprzeczalna. Warto jednak, by współcześni Niemcy – pomimo utraty pierwotnego języka i jednolitości genetycznej – nawiązali w swojej świadomości do tych początkow cywilizacji na ich obecnych ziemiach. Tym bardziej, że nawet Żarmin (Arminiusz) był Słowianinem, a właśnie od połączenia przez niego ludów żyjących między Słewami a Rzymianami zaczyna się kształtowanie wspólnoty, która na końcu doprowadziła do powstania narodów zamieszkujących dzisiejsze Holandię, Niemcy i Austrię. Tak jak dzieje Polski nie zaczynają się od Mieszka I, tak historia Niemiec nie rodzi się wraz z imperium Karola Wielkiego. Mało tego – dzieje obu krajów przez tysiąclecia, od Lecha poprzez Żarmina do Niklota, były wspólną historią Lechitów.
OD TYCH LACHÓW
Powszechnie znany jest opis pochodzenia plemion słowiańskich na wschód od Bugu, pozostawiony przez rosyjskiego kronikarza Nestora – Wiatycze i Radymicze pochodzili według niego od Lachów, czyli Lechów. Jednak z Rosjanami sprawa jest bardziej zamierzchła, bo pochodzenie mieszkańców północnej części europejskiej Rosji z rodu Prapolaków można mierzyć od człowieka z Jeleniej Wyspy, czyli od ok. 6 400 r. p.n.e.. Wyraźnie te związki są starsze niż wyjście Lecha z Chorwacji. Wszystko wskazuje na to, że nim w basenie Dunaju stworzyli kultury starczewskie, dające początek Słowiańszczyźnie, nasi genetyczni przodkowie byli już za Karpatami. Szli za cofającym się lodowcem. Następnie przeszli przez dzisiejsze kraje bałtyckie i północną Białoruś aż do Karelii. Jednak tu cywilizacja z serca lechickiego państwa trafiła prawdopodobnie dopiero z Nurami (Neurami) opisanymi przez Herodota. Wcześniejsze powiązania obu narodów zawarte są też w opisie państwa Scytów, a dokładniej federacji narodów, której przewodzili Scyci Królewscy. Jednak ci ostatni to również synowie Lechii.
SCYCI, ARIOWIE, HETYCI, FENICJANIE
Po 3 800 r. p.n.e. między Odrą a Wisłą zaczyna się proces wyodrębniania w państwie lechickim nowego rodu, który przed 3 000 r. p.n.e. zacznie wędrówkę na Wschód. Tam napotka swoich „stryjów” – potomków cywilizacji Tripolie. Kultura ta, wywodząca się też od wińczańskiej, zaczęła wędrować na tereny dzisiejszej Mołdawii i Ukrainy w czasach, kiedy lendzielska opanowywała nasze ziemie. Podobnie, jak Lech i Czech w Europie Środkowej, przodkowie Tripolan zastali na nowych ziemiach starszych kuzynów R1a, którzy pierwsi podążyli za ustępującym lodowcem. Tripolanie to niewątpliwie przodkowie dzisiejszych Ukraińców. W obu przypadkach mieliśmy jednak ten sam żywioł słowiański, który przynosząc bardziej zaawansowaną kulturę, asymilował zastanych na miejscu starszych kuzynów. Między 3 000 a 2 000 r. p.n.e. potomkowie Lechitów i Tripolan ruszyli dalej na Wschód. Czy wówczas już stworzyli język macierzysty dla indoirańskich? Być może, bo oddalali się coraz bardziej od lechickiej ojczyzny. W kolejnym tysiącleciu założyli kultury perskie oraz indyjskie. Jako Hetyci starli się z Egipcjanami. Inni ich kuzyni z naddunajskiej kolebki, jako Awarowie i Ludy Morza opanowali tymczasowo kraj faraonów oraz części Bliskiego Wschodu, gdzie stworzyli państwa filistyńskie i fenickie. Fenicjanie z kolei stworzyli Kartaginę, którą później odbili Rzymianom lechiccy Wędowie. Ci sami Wędowie, którzy nieśli swoją kulturę przodkom północnych Francuzów, Anglików i Walijczyków.
GDZIE BYŁA LECHIA?
W sensie ścisłym – tam, gdzie rozwijały się kultury pochodne od lendzielskiej i następujące po nich. Wszystko odbywało się w ramach tego samego ludu. On bierze swój początek z ziem dzisiejszych Chorwacji, Słowenii, Serbii, Macedonii, Czarnogóry, Bośni, Bułgarii, Rumunii i Wegier. To są kraje przodków Lechitów.
Ten lud – już jako dzieci Lecha, a więc Lechici – rozprzestrzenił się następnie na ziemie dzisiejszych Czech, Austrii, Słowacji, Polski, Niemiec, Danii, południowej Szwecji i północnych Włoch. Następnie na kraje bałtyckie, Białoruś i północną Rosję. Te krainy są bezpośrednim dziedzictwem Lechii.
Inni potomkowie Lecha, wspólnie z Tripolanami, na Ukrainie zaczęli przygotowania do najdalszej słowiańskiej podróży – przez stepy i góry Azji do Persji i Indii. Jeszcze inni Lechici spomiędzy Dunaju i Karpat – jak już pisaliśmy – powędrowali i popłynęli aż do Egiptu. Osiedli w delcie Nilu, a także tam gdzie teraz Izrael i Palestyna oraz Liban. Tak więc liczne ludy Azji Środkowej, Południowej i Zachodniej, a nawet Egipt mają w swoich dziejach epizody lechickie. Ich ziemie jednak nigdy nie były częścią państwa lechickiego. Natomiast Indusi przechowali najwierniej starożytną lechicką Wiedę – są więc potomkami wyjątkowymi.
DLACZEGO MÓWIMY LĘCHIA, A PISZEMY LECHIA?
Lęchia jest wersją pierwotną, ale wymówić i zapisać ją współcześnie potrafią tylko PoLachy, czyli Polacy. Dla reszty ludów lechickich swojska będzie Lechia. Chcemy, by Oni też dowiedzieli się, że są z Lęchii.

https://rudaweb.pl/index.php/2017/07/29/gdzie-lechia/
————————————————————————————

Ariosłowianie czy Słowianoariowie

Polacy potomkami Ariów – taka publicystyczna teza obiega nasz kraj. Prawdopodobnie źródłem jest artykuł z portalu wolnosc24.pl. Napisał go w listopadzie 2016 r. Marian Kowalski. Stawia tam tezę o wspólnym pochodzeniu Słowian i Ariów, a więc także i dzisiejszych Polaków. Z dociekań genetyków i lingwistów, a także kulturoznawców wiemy o tym nie od dziś. Skąd więc takie zdziwienie? Diabeł – jak zwykle – tkwi w szczegółach.
Dokładniej w terminologii, która byłaby do zaakceptowania przez systematyków. W tytule Kowalskiego jest bowiem skrót, który ma zachęcić czytelnika do lektury. Zabieg stary jak dziennikarstwo – nudny tytuł nikogo nie zachęci poza wąskim kręgiem specjalistów. Podobny przypadek krytyki spotkał mnie (Weba) całkiem niedawno, kiedy podsumowałem najnowsze wyniki badań najstarszych próbek kopalnych Y-DNA z Europy pod (prowokacyjnym – przyznam bez bicia) tytułem „Lewici byli nad Wisłą tysiące lat wcześniej”. Zarówno w przypadku artykułu Kowalskiego, jak i mojego odezwał się SKRIBH-a. Jego oburzenie jest z punktu formalnego uzasadnione, bo zgodnie z precyzyjnym przekazem ani Lewici nie mogli być od tysięcy lat nad Wisłą (a próbki kopalne to twarde dowody), ani Ariowie nie mogą być biologicznymi przodkami Polaków. Ten wątek pozwolę sobie podsumować wspomnieniem z czasów studenckich, kiedy w akademiku na wieczorku poetyckim z Ryszardem Milczewskim-Bruno („Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo…” z piosenki Stachury), gdy poeta dopił już pierwszą butelkę „wina marki wino”, jakaś pilna studentka polonistyki wypaliła: „Pan łamie związki frazeologiczne!”. Zaskoczony twórca podrapał się po bujnie owłosionej głowie i zapytał: „Ale o co kurwa chodzi panienko?”.
Lewitami więc nie będę się powtórnie zajmował, bo tematem dzisiejszego wpisu są związki ario-słowiańskie.
TACY CZY TACY, ALE CHYBA KUJAWIACY
Według Yful tree 2016 (za tropie.tarnow.opoka.org.pl) – ok. 4100 p.n.e. w Europie Środkowo-wschodniej (między wschodnimi Karpatami a Bałtykiem) wyodrębnia się haplogrupa męska R1aZ645, która jest „ojczystą” dla Z282 (bądź 283) i Z93. Wcześniejsze ustalenia zespołu Petera Underhilla w tej samej sprawie opisaliśmy tak: „ok. 3 800 lat p.n.e. […] nastąpiły mutacje, które dały początek późniejszym narodom słowiańskim z jednej strony oraz indoirańskim z drugiej. Według Underhilla, indoirańska haplogrupa R1a-Z93 i słowiańska R1a-Z282 rozeszły się niemal 6 tys. lat temu i nie spotkały się potem, bo w Indiach i Iranie nie ma R1a-Z282, a w Europie Środkowo-Wschodniej brak R1a-Z93. Zdaniem Underhilla, rozejście się tych rodów można łączyć z ostatecznym rozpadem wspólnoty praindoeuropejskiej i z początkiem kształtowania się języków praindoirańskiego i prasłowiańskiego”.
Indoirańczycy sami dopiero później określili się w Wedach jako Ariowie. Tak więc nie mogli być „ojcami” Polaków. Jednak – i Polacy, i Ariowie mieli wspólnych przodków i to znacznie bliższych niż biblijny Adam. Jeśli nazwy Polska i Polacy są średniowiecznymi terminami (wcześniej byliśmy Lęhami/Lachami), a miano Ariowie jest z ok. 1,5 tys lat p.n.e., to ok. 4 tys. p.n.e. (kiedy doszło do powstania rodów ich przodków) nie mogli nazywać się ani Ariami, ani Polakami. Czy już wówczas funkcjonowała nazwa Słowianie? Trudno to rozstrzygnąć, bowiem pierwszy zapis kojarzący się z tym mianem to Suevi (Słewi) Juliusza Cezara z I w. p.n.e.. Byliby to pewniej Prasłowianie, ale w takim przypadku równie dobrze możemy mówić o Praariach, a nawet Prapolakach. Poprawnościowo można by zwać ich Praindoeuropejczykami. Z kolei Scytowie (Skołoci), którzy mogliby być bezpośrednimi potomkami założycieli obu rodów, to także późniejsze świadectwa (Herodot, V w. p.n.e.). Proponuję więc zacząć od miejsca pochodzenia pierwszych przodków obu ludów.
Wspominany już Underhill, ale również inny genetyk Anatol Klyosow (Kłosow), zakładali, że ok. 4 tys. lat p.n.e. w Europie Środkowo-wschodniej doszło do rozdzielenia się genów R1a na słowiański i aryjski. Z powodu weryfikacji w znaleziskach archeologicznych większą wiarę daję (Web) anglosaskiemu Underhillowi, który wskazywał owo rozdzielenie na obszar dorzecza Wisły. Kłosow, jako Rosjanin, zapewne miał większą „motywację” do wyznaczenia tego obszaru na Niż Rosyjski. Chociaż kulturę mogła do dzisiejszej Rosji przynieść grupa ludzi z inną mutacją R1a, która dopiero tam wykształciła aryjskie Z93. Ponadto archeologowie, w tym … rosyjscy, wiążą tereny polskie z wyjściem Praariów na Wschód. Powtarzając wywód za ks. Stanisławem Pietrzakiem, w 1892 r. w miejscowości Nowoswobodnaja pod północnymi stokami Kaukazu, na obszarze kultury Majkop związanej z mezopotamskim Uruk, wyodrębniono archeologiczną kulturę, która nie przypominała Majkopu. W 1952 r. angielsko-australijski archeolog Gordon Childe rozpoznał tu zupełnie odrębną jednostkę archeologiczną – kulturę amfor kulistych i wskazał na jej pochodzenie z terenów Polski. Jej związek z Polską potwierdzili archeolodzy A.D. Rezepkin oraz A.N. Gej. W 1974 r. W.A. Safronow i N.A. Nikołajewa, podejmując badania licznych kurhanów w osadzie Nowoswobodnaja, jednoznacznie potwierdzili istnienie tam kamiennych i ceramicznych zabytków oraz dolmenowych obrzędów grzebalnych kultury, wywodzącej się ze środkowoeuropejskiej kultury amfor kulistych w tym tzw. „amfory kujawskie”. To wszystko stało się podstawą sformułowania tezy o ojczyźnie tzw. Praindoeuropejczyków na terenie słowiańskich kultur z obszaru obecnej Polski i Niemiec Wschodnich. W archeologicznej kulturze północnego Kaukazu widzi się nawet trzy kultury, najściślej związane z ziemiami polskimi, co świadczy o kierunku migracji ludności z Polski na południowy wschód, ostatecznie ku Iranowi i Indiom. W końcu, w 2013 r. w Rostowie nad Donem w Rosji międzynarodowa konferencja naukowa – „Zasiedlenie Rosji Południowej od czasów starożytnych do dni dzisiejszych” – jednoznacznie wskazała kierunek ekspansji owych Prapolaków. W wykładach przedstawiono kierunek migracji Praindoeuropejczyków i ich archeologicznych kultur – od Europy Środkowej, czyli kultury amfor kulistych, na wschód aż do Ałtaju. Z perspektywy rosyjskiej więc, kultura słowiańska przyszła znad Wisły. Ustalenia Alinei’ego wskazują, że obszar kształtowania się Słowiańszczyzny rozciągał się od Macedonii do Polski najpóźniej od 7 tys. p.n.e.. Jakby nie oceniać, to stwierdzono, że drogę przyszłych Ariów do Indii wyznaczały od samego początku zabytki typowe dla wykształconej na Kujawach przed 3 tys. p.n.e. kultury amfor kulistych.
DROGA ZAKLĘTA W MOWIE BOGÓW
Łukasz Godecki w pracy „Wojskowość dawnych Słowian w świetle faktów językowych” przytacza: „Psł. *borti *bor’ę to pierwotnie czasownik atematyczny, pochodzi on od pie. *bher- ‘rżnąć, ciąć, siec, bić’. Por. pokrewne: lit. barti ‘ganić, łajać’, bartis ‘kłócić się, wymyślać sobie nawzajem’, […] stind. bhrnati ‘grozi, beszta, wyzywa’,”. Mamy więc wywiedzioną od prasłowiańskiego ‚*borti’, bałtyjskiego ‚barti’ i staroindyjskiego ‚bhrnati’ zbitkę bić-ganić-wyzywać, a więc wyzywać do boju, czyli określenie dokładnie oddające funkcje opisanego przez Tacyta modulowanego okrzyku bojowego – barditu.
W sanskrycie (w pierwszym języku świętych ksiąg Indii aryjskich):
Sata – sto (zresztą liczebniki polskie i sanskryckie mają wiele innych współbrzmień bardzo innych od form romańskich czy germańskich);
bhrat – brat;
bhuu/asti – być/jest;
agni – ogień;
Waju – Bóg wiatru, kojarzy się z wieje;
kala – śmierć, czarny (skalać się czymś);
karma – rezultaty grzesznych i pobożnych działań, które odbieramy, czyli karmimy się tym co zasialiśmy;
tat – tamto, to;
me – mój, moje, me (np. słowo, uczucie);
tawa – twój;
giri – góra;
danam – dobroczynność (da nam)
nah – nasz;
kaścit – ktoś;
mam – mnie;
twam – tobie, ty;
ubhau – obaj;
nu – oczywiście (polskie no, czeskie ano, czyli tak)
bhaya – strach (boję się);
svam – swoje, swe;
kim – czym:
vetti – wie;
widja – wiedza (weda – wiedza);
vyatta – otwarte (wiata czyli otwarte pomieszczenie, ale zadaszone);
tada – wtedy(staropolskie tedy);
punah – ponownie (pona-wiać);
dvaram – drzwi, brama.
Dni księżycowe w sanskrycie:
Pratipat (pierwszy), dwitiya (drugi), tritiya (trzeci), czaturthi (czwarty), pańczami (piaty), szasti (szósty), saptami (siódmy), asztami (ósmy), nawami (dziewiąty), dasami (dziesiąty), ekadasi (jedenasty), dwadasi (dwunasty), trayodasi (trzynasty), czaturdasi (czternasty).
Filozofia po polsku i w sanskrycie:
Wiedza – Veda:
Znać – Znati;
Budzić – Budżati (BUDDa – oBUDZzony);
Sława – Śravas (przejście ł w r);
Prawda – Para Veda (Pra Wiedza – dawna wiedza to po prostu “prawda”).
Religia:
Bóg – Bhaga;
Święty – Śivata;
Bóg/Demon – Deva (porównaj polskie: “dziw” – cud) – jeśli połączymy “Dziw” i “Czynić”, to powstanie “Dziewczyna” czyli “Czyn Boga (lub Demona)” :);
Niebo – Nabhas;
Siwa – Śiva (bóg), porównaj: Świt, Świat, Światło, Święty, Święto, Światowid, Świątynia;
Swaróg – Svar (wyższe niebo, bliższe Słońcu gorącemu – skwarnemu), również powiązane z Siwą;
Trzy Mordy (twarze, mówiąc grzeczniej) – Trimurti (Hinduska Trójca Święta: Brama, Viśnu, Śiwa);
Svayambhu od Svaya (swój) + bhu (byt) – Samobyt (samoistny/swój byt).
Takie przykłady można mnożyć, odnajdując wspólnotę rdzeni, znaczeń i brzmień, czego nie można w takim zakresie powiedzieć o podobieństwach polskiego do języków romańskich czy germańskich. Biorąc to pod uwagę i dziedziny, których dotyczą przytoczone słowa trzeba uznać, że określenia z matematyki i wiary oba ludy mają wspólne – zdecydowanie bardziej niż np. współcześni Polacy i Anglicy.
O tym, że podstawy wedyjskie zaczęły się w Środkowej Europie przed wyjściem przodków Ariów na Wschód, świadczy jeszcze kilka szczegółów. Poprzednicy Polaków wierzyli też w reinkarnację. Powszechny u Słowian był także kult ognia (w sanskrycie – agni), podobnie jak u dawnych Ariów. Starosłowiańskie słowo „bog” jest fonetycznie powiązane z sanskryckim „bhaga” o tym samym znaczeniu. Ważnym źródłem informacji o podobieństwie (a w zasadzie jedności) między religią dawnych Słowian a hinduizmem są takie dzieła literackie, jak rosyjska „Księga Koljady” czy bułgarska „Słowiańska Weda”. „Księga Koljady” opowiada historie o Kryszeniu (Krysznie) oraz Wisznim (Wisznu). Można tam znaleźć romantyczną opowieść o młodzieńczej miłości Rady i Kryszenia (hinduskich Radhy i Kryszny). „Słowiańska Weda” to zbiór ludowych pieśni bułgarskich, który zawiera historie o Krysznie i Wisznu, pokrywające się dokładnie z wersją z Bhagawata-Purany. Opisuje także liczne inne bóstwa indyjskie. W końcu Wedy – święte księgi wiedzy hinduistycznej – biorą swoją nazwę od polskiej Wiedzy. Warto dodać, że jeszcze w X w. n.e. muzułmański kronikarz Al-Masudi o Słowianach pisze: „[…] palą samych siebie, palą też króla lub władcę, jeśli umrze […]. Obyczaje ich są w tym podobne do obyczajów Indów”. Ważne, że w tym czasie nie było żadnej bezpośredniej granicy między Lechią a Indią.
Ciekawe są również rozważania nad maskami Meduz z kurhanu w Vix, w której spoczęła scytyjska kapłanka. Jak napisała polska badaczka Celtów, Janina Rosen-Przeworska, maski mają między brwiami charakterystyczny znak „buddyjski” w postaci wydłużonej kropli. Jednak w rzeczywistości, nie jest to żaden znak „buddyjski”, ale znacznie starszy symbol – tilaka (lub pundraka) – w hinduizmie to znak na czole pozwalający odróżnić tradycję, do której należy właściciel tilaki. W tradycji wedyjskiej miała symbolizować trzecie oko (znane również jako oko wewnętrzne) – bramę prowadzącą do wyższej świadomości. Ponieważ wiadomo, że aryjska droga do Indii rozpoczęła się już z ukształtowanego środowiska prasłowiańskiego, to należy założyć, że ta koncepcja powstała w Europie Środkowej najpóźniej w 4 tysiącleciu p.n.e. i stąd dotarła do południowej Azji, ale przetrwała też w wierze słowiańskiej do czasów chrystianizacji, podobnie jak obrzęd palenia zmarłych na stosie.
Okazuje się, że nauka potrafi określić erę początku wędrówki wspólnych słowiańsko-indyjskich bogów. Był to czas rozejścia się na nizinach nadwiślańskich dwóch ludów z jednego pnia, czyli między 4 a 3 tysiącleciem p.n.e.. Kiedy więc ci wspólni bogowie mogli się narodzić w sensie idei ludzkiej, a nie skodyfikowanego po latach objawienia? Najpewniej w naddunajskiej cywilizacji jakieś 2 tys. lat wcześniej, gdzie strzegące świętego ognia kapłanki boga Szaue/Siwy/Śiwy spaliły ciało sędziwego mędrca zgodnie z przysługującą jego szczątkom dbałością.
ALGORYTMY EKSPANSJI LĘHICKIEJ
Mapa ewolucji języków indoeuropejskich, stworzona przez „Business Insider”, oparta na rezultatach badań Russella Graya i Quentina Atkinsona, stosujących metody obliczeniowe zbliżone do algorytmów używanych przez genetyków podczas śledzenia rozprzestrzeniających się epidemii, wskazuje na bałtosłowiański jako na prawdziwy (a nie skompilowany metodą historyczno-porównawczą) język praindoeuropejski. Zresztą pomysł Graya i Atkinsona, zaprezentowany po raz pierwszy w 2003 r., już wtedy nie był nowy, gdyż podobne propozycje, co do rozprzestrzeniania się języków indoeuropejskich, wysuwali wcześniej Schmidt, Lehmann i Renfrew. Przy czym dwaj pierwsi badacze lokowali Słowiańszczyznę w samym centrum indoeuropejskiej wspólnoty, wyprowadzając rozchodzące się od niej fale pozostałych grup językowych. Po aparat matematyczny w językoznawstwie historycznym, a konkretnie po statystykę, sięgali na długo przed Grayem i Atkinsonem – Swadesh i Mańczak, licząc zbieżności leksykalne w poszczególnych językach indoeuropejskich, albo w zestawach najbardziej reprezentatywnych stu słów, albo w słownikach, albo w porównywalnych fragmentach tłumaczenia biblii. A w każdym z tych przypadków nauka ścisła (matematyka) dowodziła niezbicie i bezlitośnie: języki słowiańskie, w szczególności polski, są kolebką języków indoeuropejskich. Zweryfikowali to w 2013 r. Garrett i Chang, potwierdzając kluczową rolę odgrywaną w tym procesie przez języki słowiańskie. W komentarzach do tych badań, w podobnym tonie, w odniesieniu do języków słowiańskich wypowiadali się Heggarty i Renfrew.
Jak stwierdził Sławomir Ambroziak: „Mogą więc mieć się z pyszna wielce uczeni prześmiewcy, drwiący z Wojciecha Dembołęckiego, który już w XVII w. pisał, że łacina i wszystkie języki europejskie to tylko zniekształcona, w ten czy innych sposób, polszczyzna, pochodząca, jak też inne języki słowiańskie, w prostej linii od dialektów scytyjskich. Dembołęcki, pasjonat etymologii, posiadając rzymski tytuł doktora teologii oraz historyka i kronikarza zakonu franciszkanów, i biegłą znajomość dziesięciu języków, wiedział bez wątpienia, o czym pisze. Zauważmy przy tym, że van Boxhorn, uznawany za ojca indoeuropeistyki, który wspólny język praindoeuropejski nazywał językiem scytyjskim, opublikował swoje dociekania w 1647 roku, czyli dokładnie w roku śmierci Wojciecha Dembołęckiego”. Chodzi o język scytyjski, który w czasach Herodota był zapewne podobny i do prasłowiańskiego, i do praindyjskiego. Najprawdopodobniej najdłużej zachował pierwotne słownictwo obu ludów, stąd mogą wynikać pomysły współczesnych lingwistów o indoirańskich Scytach i Sarmatach.
SCYTOWIE OD NADWIŚLAŃSKICH LĘHITÓW
Jednak źródło tej mowy było jeszcze starsze – brało się z języka Kujawian z 4 tys. p.n.e., wśród których główną warstwą społeczną byli Lęhi – Lechici/Lachy. Nie pochodzą więc Polacy od Ariów, ani Indusi od Polaków. Jedni i drudzy pochodzą od Lęhów tak, jak Scytowie, Trakowie, Ilirowie, Wędowie (Wandalowie) czy Słewowie. Tak więc na tym może polegać Weda. Nie koniecznie musi ją zajmować odpowiedź na uwagę o „łamaniu związków frazeologicznych” – w innej formie niż „Ale o co kurwa chodzi panienko?”. Dzięki takiej prawiedzy starożytnych Lęhów nigdy nie udało się Rzymianom podbić europejskiej kolebki Ariów.
——————————–

SCYTOWIE I SŁOWIANIE
CZESŁAW BIAŁCZYŃSKI

Oto kolejny fragment interesującej dyskusji ze strony Histmag, która się toczy pod hasłem „Słowianie na ziemiach polskich”:

http://histmag.org/forum/index.php?topic=2163.30
Zainteresowanych dogłębnie tematem tam właśnie odsyłam
C.B.
Oto dyskusja:

Byli naszymi przodkami, to nie ulega wątpliwości.
Pytanie, czy byli przodkami innych Słowian?
To jest najważniejsze. Gdzie była prakolebka Słowian?
Możliwych scenariuszy jest kilka, np.
– Słowianie mieszkali nad Wisłą i nad Dnieprem i na Bałkany migrowały obie grupy,
– Wenetowie (Słowianie) migrowali na wschód i wchłonęli Scytów Oraczy (Skolotów/Saków) dając początek odłamowi Sklawinów (Sakaliba).
– Wenetowie (Słowianie) mieszkali nad Wisłą i wchłonęli jakieś przybywające od wschodu grupy sarmackie, które się zeslawizowały.
A może wszystkie są poprawne lub tylko 2 albo 1, a może inny scenariusz…..

Nie ważne czy byli Słowianami, Italikami, Ilyrami etc. Nazwa zmieniała się z elitami.
Byli NASZYMI PRZODKAMI. Mieszkali tu od hoho i jeszcze dłużej.
Dlatego spokojnie można mówić o pochodzeniu Słowian. Nie ma co się denerwować.
———

Jesteśmy tu auto „od zawsze”, nawet jeśli kilku jest allo

Odpowiedź na te pytania może nam dać dzisiaj tylko genetyka, językoznawstwo i Herodot.

Kolebką Prasłowian były ziemie rozciągające się od Bałtyku po Karpaty i od Odry aż po środkową Desnę i górny Doniec.”
– Tak mówią językoznawcy: T. Lehr-Spławiński, M. Rudnicki, T. Milewski, S. Rospond i inni.

Genetycy w zasadzie to potwierdzają, gdyż na wspomnianym obszarze żyje ludność dość jednorodna genetycznie o dominujących znacznikach genetycznych, czyli haplotypach, słowiańskich. Brak jest natomiast haplotypów, które łączy się z plemionami italskimi, illirijskimi, czy germańskimi. Czyli Kossinę, Jordanesa i Kokowskiego można spokojnie odłożyć na półkę. Nie sprawdzają się.

Brak obcych wpływów językowych i genetycznych wskazuje na autochtoniczność Słowian na ziemiach między Odrą i Dnieprem. Genetyka wyklucza również teorie tzw. wschodniego pochodzenia Słowian. Nie widać tego w DNA.

Jest więc bardzo prawdopodobne, że zarówno Wenetowie/Wenedowie, jaki i Scytowie Oracze, byli Słowianami.
To ostatnie, to coś nowego. Ale tak mówi nam genetyka. Niedawno zbadane starożytne DNA scytyjskie jest typowo słowiańskie zarówno pod względem haplotypu Y-STR (znaczników zawartych w chromosomie męskim Y) jak i też autosomalnie (tzn. w innych chromosomach). To oznacza bardzo bliskie pokrewieństwo biologiczne. Na mapach genetycznych Europy starożytne autosomalne DNA Scytyjskie plasuje się dokładnie tam, gdzie DNA współczesnych Polaków i Rosjan.
Obecnie kwestionuje się stary dogmat, że Scytowie mieszkający nad Morzem Czarnym byli ludem irańskim. Odkryto bowiem, że irańscy Osetyńczycy – do tej pory uważani za potomków Scytów – nie mają ze Scytami nic wspólnego (inne DNA). Nie ma w tej chwili żadnych dowodów na to, że Scytowie mówili dialektem irańskim. Nie ma też śladów występowania dialektów irańskich wśród ludności zamieszkującej te tereny w czasach historycznych. Niespotykana rzecz aby język tak nagle zupełnie zniknął. Bardzo prawdopodobny jest natomiast inny scenariusz, łączący Scytów i Słowian.

Herodot pisał, że Scytowie Królewscy oraz inne plemiona rzekomo scytyjskie mieszkające na północy (Neurowie, Budynowie, Gelonowie itp.), miały podobne obyczaje i mówiły tym samym językiem.
Do tej pory nauka nie może znaleźć odpowiedzi na pytanie, co się stało z tymi Scytami. Ze stepu przepędzili Scytów Hunowie. Ale co się stało z innymi Scytami, tymi nie mieszkającymi na stepie? Moim zdaniem, „stepowcy” zostali wchłonięci przez Słowian, a „oracze” to byli Słowianie. Powód, dla którego nie możemy dziś odróżnić Scytów od Słowian jest taki, że oni nie różnili się niczym istotnym między sobą. Mówili podobnym językiem, wyglądali podobnie, mieli podobne DNA, podobne obyczaje, religię itp.

Herodot pisze, że kiedy armia perska wkroczyła do kraju Scytów, ci wysłali wozy z dobytkiem, żonami itp. na północ, do sąsiednich plemion. To samo stało się – moim zdaniem – gdy Scytowie/Sarmaci byli atakowani przez Hunów ze wschodu i Rzymian z zachodu. Nie widząc możliwości życia na dotychczasowym terytorium, wynieśli się na północ, tzn. do Słowian. Na opuszczone tereny wkroczyły wtedy jakieś wędrujące wzdłuż Dunaju plemiona germańskie, przodkowie Gotów.
Myślę, że to właśnie późniejsze walki wewnętrzne między Scytami/Słowianami i epidemie mogły przyczynić się do załamania gospodarczego i ogólnej biedy na terytoriach między Bałtykiem i Karpatami w stopniu większym niż najazdy Hunów.

Podsumowując, na podstawie danych jakie dostarcza nam genetyka, językoznawstwo, archeologia i historiografia najbardziej prawdopodobne jest to, że prakolebką Słowian były tereny między Odrą i Dnieprem oraz Karpatami i Bałtykiem. Jest to teren wystarczająco duży aby pomieścić tak olbrzymi lud. Osobiście nie wierzę w eksplozje demograficzne i inne podobne bzdury – nikt nie dostarczył na to żadnych dowodów. Nie wierzę również w migracje i całkowitą wymianę wielkich rolniczych ludów. Migrują zawsze tylko grupy, a nie całe ludy.

Gdyby „Scytowie rozpłynęli się wśród ludności kaukaskiej”, to zostawili by po sobie tam jakiś ślad, np. moglibyśmy zaobserwować wyższy niż w sąsiednich populacjach odsetek typowo scytyjskich haplotypów R1a1. Pod względem autosomalnego DNA też z pewnością odstawaliby od ludności sąsiedniej i zbliżyli do populacji centralnej Europy. Nic takiego nie zaobserwowano. Odsetek R1a1 wśród Osetyńczyków należy do najniższych w regionie, około 1%. Osetyńczycy nie są więc potomkami Scytów i nie ma dowodów na jakiekolwiek związki między nimi. Język osetyński należy do dialektów zachodnioirańskich, a na zachodzie Iranu obserwuje się najniższy odsetek R1a1. Irański dialekt, którym mówią Osetyńczycy, to z pewnością perskie wpływy językowe, a nie scytyjskie.

Cytat: Czajna Seczen w 21 Październik 2009, 01:56:30

1. Jakie są podstawy identyfikacji określonego haplotypu z konkretnym etnosem? I czy genetyka radzi sobie np. z przypadkami rozpłynięcia się małego ludu w znacznie większym (np. Bułgarzy)?
W ostatnim czasie genetyka posunęła się bardzo do przodu i badania autosomalnego DNA wraz z Y-STR, pozwalają na dość precyzyjne określenie podobieństwa genetycznego w ramach grup etnicznych.
Oto przykładowa mapka z niedawnych badań Novembre et al. (2008):
http://img146.imageshack.us/img146/4204/novembreplotao2.jpg

Widzimy tutaj wyraźne podobieństwa genetyczne między grupami etnicznymi. Na przykład Polacy i Rosjanie są blisko siebie. Niemcy, Duńczycy, Holendrzy i Anglicy też tworzą klaster.
W przypadku rozpłynięcia się małego ludu w większym, np. Bułgarzy czy Tatarzy w Polsce to przebadanie danego osobnika, o którym wiemy, że jest np. Tatarem, pokazałoby, że jego autosomalne DNA leży poza głównym klastrem polskim i przesunięte jest bliżej Azji.
Haplotypy Y-STR pozwalają dodatkowo ustalić pokrewieństwo w linii ojcowskiej i dystans genetyczny między osobnikami pokrewnymi, co jest bardzo przydatne w datowaniu różnych migracji itp.

Przebadane do tej pory aDNA scytyjskie, czyli DNA ze stanowisk archeologicznych, pokazuje, że pasuje ono idealnie do klastra polsko-rosyjskiego pod względem autosomalnego DNA (jest dziesięć razy bardziej podobne do DNA Polaków i Rosjan niż do DNA innych Europejczyków). Pod względem Y-STR, to w Polsce i u innych Słowian można znaleźć najwięcej podobnych do scytyjskich haplotypów Y-STR. Genetyczne podobieństwo jest więc niewątpliwe. Do tego dochodzą jeszcze inne rzeczy, ale o tym napiszę później, jak będę miał trochę więcej czasu.

Herodot pisze o podobieństwach językowych i obyczajowych między sąsiadami Scytów w czwartej księdze „Dziejów”, w różnych miejscach. Omówię to później.

W którym miejscu Herodot pisał, że mówiły tym samym językiem?
Fragmenty mówiące, że niektórzy sąsiedzi Scytów mówili tym samym językiem i mieli podobne obyczaje znajdują się w księdze czwartej „Dziejów” Herodota.

Jedynym sąsiednim plemieniem, o którym Herodot wyraźnie stwierdza, że różni się językiem i obyczajami od Scytów są Androfagowie.
Czytamy w „Dziejach” 4.106: „Androfagowie […] język jednak mieli odrębny […]”.

O Agatyrsach czytamy w 4.104: „W innych swych zwyczajach zbliżają się do Traków”.

Androfagowie zatem wyglądają na zupełnie odrębny lud. Agatyrsowie natomiast może są podobni do Scytów, ale bardziej do Traków. Język Tracki to język satemowy i prawdopodobnie bliski scytyjskiemu.

O Sauromatach pisze Herodot w 4.117: „Sauromaci posługują się językiem Scytyjskim […]”.
Sauromaci zatem są pod względem języka Scytami.

Wypowiedzi Herodota dotyczące Gelonów i Budynów są niejasne i niespójne.
Gelonowie są rolniczym ludem posiadającym miasta z drewna i ogrody i mieszkającym wśród Budynów, koczowników o niebieskich oczach i rudawych włosach, jedzących szyszki.

O Gelonach pisze Herodot w 4.108: „Są bowiem Gelonowie co do pochodzenia Hellenami, którzy wypędzeni ze swoich punktów handlowych, osiedlili się u Budynów; posługują się bądź scytyjskim, bądź helleńskim językiem”.

Dalej w 4.109 Herodot pisze: „Budynowie nie mówią tym samym językiem, co Gelonowie, a także ich tryb życia nie jest ten sam. […] Hellenowie wprawdzie także Budynów nazywają Gelonami, ale całkiem niesłusznie”.

Wygląda na to, że plemię Gelonów jest dwujęzyczne – używa języka scytyjskiego i greckiego. Prawdopodobnie składa się z rolników mówiących głównie po scytyjsku i ludności miejskiej, zajmującej się  handlem i rzemiosłem, i mówiącej, przynajmniej częściowo, po grecku.
Interesująca jest relacja między Budynami i Gelonami. Co mogą oznaczać powyższe słowa Herodota: „Budynowie nie mówią tym samym językiem, co Gelonowie” oraz „Hellenowie także Budynów nazywają Gelonami”?
Otóż, moim zdaniem, mogą one oznaczać to, że Budynowie nie są dwujęzyczni i nie mówią po grecku, czyli nie używają jednego z języków Gelonów. Mogą natomiast używać języka scytyjskiego, bo w opinii Greków Budynowie i Gelonowie to ten sam lud, tzn. mówią tym samym językiem, chociaż oczywiste jest, że różnią się zajęciami: Gelonowie to rolnicy, a Budynowie to pasterze.

Ogólnie rzecz biorąc mówimy tutaj o plemionach bliskich sobie pod wieloma względami.
O Neurach czytamy w „Dziejach” 4.105: „Neurowie mają scytyjskie zwyczaje”.
Wiemy, że po jakiejś klęsce żywiołowej, która dotknęła ich kraj zamieszkali wśród Budynów. Oznacza to, że są z Budynami bardzo zaprzyjaźnieni i bardzo prawdopodobne jest, że mówią tym samym językiem, tzn. po scytyjsku.
O Melanchlajnach też czytamy w 4.107: „Zwyczaje ich są scytyjskie” itd.

Język Scytów znad Morza Czarnego jest nieznany. Po tym jak się okazało, że Osetyńczycy nie mają ze Scytami nic wspólnego, nie ma dowodów na to, że był to język irański (napiszę to tym jeszcze więcej później).
Na stepie żyli koczownicy, Scytowie królewscy. Natomiast na północy zaczynały się lasy i kultury mieszane rolniczo-pasterskie i rolnicze. Prawdopodobnie północni sąsiedzi Scytów Budynowie, czy Neurowie należeli od takich kultur. O Gelonach wiemy, że byli rolnikami, żyli wśród lasów i mówili – przynajmniej częściowo – po scytyjsku. Co do Budynów i Neurów możemy się domyślać, że też mówili po scytyjsku.
Pytanie: co się z tymi Scytami-rolnikami stało?

W okresie, który opisuje Herodot kraj Scytów dochodził do Dunaju.

Północnymi sąsiadami Scytów mogli być najprawdopodobniej Słowianie. Tu kilka mapek z angielskiej Wikipedii.
http://en.wikipedia.org/wiki/File:Slavic_distribution_origin.png
http://en.wikipedia.org/wiki/File:Balto-Slavic_lng.png
http://en.wikipedia.org/wiki/File:Slavarchaeology.png

Polscy językoznawcy: T. Lehr-Spławiński, M. Rudnicki, T. Milewski, S. Rospond i inni, z kolei twierdzą – jak już pisałem – że „Kolebką Prasłowian były ziemie rozciągające się od Bałtyku po Karpaty i od Odry aż po środkową Desnę i górny Doniec”.

Moim zdaniem, ci zaginieni Scytowie-rolnicy mogą mieć związek ze Słowianami.

Przebadane do tej pory aDNA scytyjskie, czyli DNA ze stanowisk archeologicznych, pokazuje, że pasuje ono idealnie do klastra polsko-rosyjskiego pod względem autosomalnego DNA (jest dziesięć razy bardziej podobne do DNA Polaków i Rosjan niż do DNA innych Europejczyków). Pod względem Y-STR, to w Polsce i u innych Słowian można znaleźć najwięcej podobnych do scytyjskich haplotypów Y-STR. Genetyczne podobieństwo jest więc niewątpliwe. Do tego dochodzą jeszcze inne rzeczy, ale o tym napiszę później, jak będę miał trochę więcej czasu.

Gdzie? Źródła poproszę.

Oto niektóre:
http://muse.jhu.edu/login?uri=/journals/human_biology/v076/76.1ricaut.pdf
http://www.springerlink.com/content/e48j28227r67184u
http://www.springerlink.com/content/4462755368m322k8/?p=087abdf3edf548a4a719290f7fc84a62&pi=0
http://www.springerlink.com/content/b1hh1j1xw104qxug/

To na początek. Omówię je później.
Warto przyjrzeć się mapce z Christine Keyser (2009) pokazującą gdzie obecnie mieszkają ludzie mający identyczne haplotypy z tymi, które odkryto w szkieletach Scytów pochodzących z epoki brązu i żelaza.
http://i129.photobucket.com/albums/p217/dpwes/Ystr.jpg

Warto je też porównać z innymi mapkami:
http://en.wikipedia.org/wiki/File:Origins_700.png

http://en.wikipedia.org/wiki/File:R1A_map.jpg

Myślę, że te mapki dają do myślenia. Moim zdaniem jest bardzo prawdopodobne, że Scytowie i Słowianie to ludy bardzo sobie bliskie, a może nawet są  tym samym ludem.

GP_mars, podaj prace naukowe (najlepiej od razu z cytatami), które potwierdzają twoje hipotezy.

Mam pytanie: czy nie masz wątpliwości dotyczących łączenia np. garnków z etnosami? Garnki można przecież zmieniać. Jedna i ta sama osoba, może używać różnych garnków w różnych okresach swojego życia. Jesteś młody, nie masz kasy, używasz tanich i kiepskich garnków. Dorabiasz się i kupujesz lepsze. Czy zmieniłeś etnos? Podobnie było z grupami ludzi, czy z plemionami. Garnki, stroje, broń itp. można zmieniać, kupować, naśladować itp.
Ale genów nie można zmienić. Dlatego obecnie panuje przekonanie wśród naukowców, że genetyka daje nam najpewniejsze informacje odnośnie migracji i kontaktów starożytnych populacji. Wszelkie teorie wymyślone przez historyków, archeologów itp., jeśli nie są potwierdzone przez genetyków, nie są pewne.

Weźmy przykład z naszego podwórka, tzw. hipotezę Gotów w Polsce. Pewni uczeni, szczególnie niemieccy, uważają, iż można zawierzyć Jordanesowi i uznają, że Goci pochodzą ze Skandynawii, osiedlili się u źródeł Wisły, i wyciągają stąd wnioski odnośnie kultury Wielbarskiej, interpretują garnki itd.
Z kolei językoznawcy twierdzą, że to niemożliwe, bo język Gotów wykazuje najwięcej podobieństwa do górnoniemieckiego, a najmniej do szwedzkiego; Goci nie mogli więc pochodzić ze Skandynawii, pochodzą raczej z południowych Niemiec.
Kto ma rację?
Otóż ten spór może rozstrzygnąć tylko genetyka.
Jeśli Goci pochodzą ze Skandynawii, a wiemy, że osiedlili się w Hiszpanii, to pewne grupy genów, pewne haplotypy, występujące w Skandynawii, powinny być obecne Hiszpanii.
Czytałem ostatnio relację pewnego badacza, który chciał oszacować wielkość populacji Gotów poprzez zmierzenie udziału w populacji Hiszpanii pewnych charakterystycznych dla Szwecji haplotypów. Problem jednak w tym, że do tej pory tych hapltypów nie udało się w Hiszpanii znaleźć. Nie to, że jest ich mało i trudno dokonać oszacowań, wiarygodnych wyliczeń procentowych itp., tylko że tych haplotypów nie ma tam w ogóle! Wygląda na to, że albo populacja Gotów była bardzo, bardzo mała, albo Goci nie pochodzą ze Skandynawii.

Genetyka może zatem być użyteczna przy badaniu historii etnosów i jest niezastąpiona przy weryfikacji hipotez historyków czy archeologów. Wiele teorii historycznych, uznawanych do niedawna za pewne, upadło, bo genetyka ich nie potwierdziła. Myślę, że jeszcze więcej upadnie w niedalekiej przyszłości.

Wracając do twoich wątpliwości, to obecnie trudno jest łączyć haplogrupy z konkretnymi etnosami, bo ludność Europy jest już bardzo wymieszana. Oto stan obecny:
http://www.eupedia.com/europe/european_y-dna_haplogroups.shtml

Ale kiedyś tak nie było. Pewne haplogrupy dominowały wśród pewnych kultur i wśród pewnych ludów. Dzięki genetyce możemy śledzić losy tych ludów. Oto mapka pokazująca historię Europy od neolitu do epoki brązu:
http://www.eupedia.com/europe/neolithic_europe_map.shtml

Warto zwrócić uwagę na kulturę Bug-Dniestr (Kurgan) na pierwszej mapce. To właśnie z tej kultury, nazywanej kulturą kurhanów, wyłonił się etnos słowiański. Jest ona łączona z haplogrupą R1a i do tej pory ta haplogrupa dominuje wśród Słowian. Z tą haplogrupą łączy się też Scytów, bo wszystkie przebadane do tej pory starożytne DNA ze scytyjskiech szkieletów okazały się R1a. Coraz więcej danych wskazuje też na to, że kultury ceramiki sznurowej, trzciniecka i łużycka były prasłowiańskie, tak jak uważali polscy uczeni. prof.Hensel, prof Gardawski, prof.Kostrzewski i inni. Myślę, że genetyka da nam w końcu ostateczne dowody.

Naprawdę warto odwiedzić strony histmagu.

Moim zdaniem powstał następujący problem. DNA z grobowców Scytów zawiera haplogrupę R1a1a a nie jakąś inną. Z tego wynika, że ci którzy leżą w scytyjskich grobowcach są genetycznie identyczni z tymi którzy żyją dzisiaj od Odry po Syberię i od Indii i Iranu przez azjatyckie pustynie i stepy po Kaukaz, ponieważ oni mają również R1a1a i jej późniejsze mutacje. Jeżeli zatem mamy w wielkim procencie tę haplogrupę na naszych terenach to ta ludność o tej właśnie haplogrupie jest genetycznym potomstwem owych Scytów. W Polsce występuje R1a1a i R1a1a7g2 (ponad 50%) – gdy się podsumuje je razem to mamy wielką liczbę potomków Scytów w naszym kraju. Możemy nazwać się Scytami, ale mówimy jedną z najstarszych i najbardziej archaicznych odmian tzw. języka Praindoeuropejskiego, odmianą jak się twierdzi najbliższą temu pra-językowi, nasz język nazywa się Słowiański i my siebie nazywamy Słowianami. Tymczasem nie zachował się nawet śladowo – poza kilkoma imionami które mogą być zniekształcone i to mocno bo zapisane przez Greków i Rzymian – język scytyjski ani lud Scytyjski – nigdzie – nie ma ani jednego ani drugiego . Być może więc jednak Rzymianie nazywali nas Scytami, Grecy Skołotami, Żydzi i Egipcjanie, a także Chińczycy jeszcze inaczej. Ale to nie zmienia faktu, że ludzie w grobowcach uznawanych za scytyjskie mają identyczne DNA jak my żyjący dzisiaj w Polsce i że znany jest tylko język słowiański (w licznych dziś mutacjach).

To może dziwne, ale wynika z tego logicznie – przynajmniej dla mnie , sprostujcie jeśli to nielogiczne – że cywilizacja tej samej grupy może mieć całkiem różne kształty i formy i może przechodzić katastrofalne regresy na różnych obszarach w tym samym czasie.

Potomkowie tych co bili monetę scytyjską na Krymie byli wszak przez czas średniowiecza wręcz niepiśmienni – w swojej masie byli niepiśmienni do tzw rewolucji socjalistycznej 1917 roku. Nie umieli czytać i pisać – Mało kto pamięta o tym, że problem analfabetyzmu rozwiązywano np w Polsce po II Wojnie Światowej – a nie dotyczył on tylko Polski. Jak powszechnie wiadomo dotyczył Niemiec, Anglii i USA i Francji – wielu ludzi było tam wciąż niepiśmiennych. Dzisiaj się o tym jakoś nie wspomina. Wydaje nam się naturalne że wszyscy ludzie piszą i czytają. Król Skilur bił monetę a jednocześnie na innych terenach zamieszkiwanych przez R1a1a istniało pasterstwo i nomadyzm – tak jak jest i dzisiaj, budowano drewniane domy, drewniane mosty na 700 metrów długie, ale też olbrzymie drewniane grody jak Gołuń-Gleń-Gelonos, grody i zamki kamienne w Małej Azji i miasta jak Nowopol Kumoryjski (Neapol Krymski), a także półziemianki w tym samym czasie, także toczono garnki na kole i bez koła, jedni mieszkali w szałasach a drudzy w miastach (dzisiaj są Nieńcy którzy w szałasach przemieszczają się za stadami reniferów, żyją potwornie prymitywnie ale też mają swoje miasta i muzea i tam część z nich mieszka – mówią tym samym językiem, żyją bardzo różnie. Proporcje się zmieniły nomadów jest wśród nich niewielu, ale pamiętajmy że rewolucja przemysłowa do ledwie 200 lat temu a jeszcze w 1945 w większości Europy ludność wiejska – ROLNICY – stanowiła ponad 50% całości). Wszystko to (ozdoby takie i takie, garnki takie i siakie, grobowce te i inne) w tym samym czasie (i na przestrzeni czasu oraz w różnych miejscach Europy i Azji) robili ludzie mówiący zbliżonym językiem, może nawet niemal identycznym skoro dzisiaj wciąż Słowianie mają 50% wspólnych słów. W tym też czasie jacyś Rzymianie pisali Kroniki – ale ogólnie wszystko polegało na przekazach matek i dziadów. Jak to było z tym załamaniem kulturowym między V a VIII wiekiem na ziemiach polskich? Dawniej znajdowano jednak artefakty potwierdzające ciągłość pewnych rozwiązań – np przy budowie domostw między kulturą łużycką a późniejszymi – teraz się tego nie widzi. Dlaczego? Załamała się produkcja garnków i przestano je wytwarzać na kole, załamała się produkcja żelaza – to się załamało razem z upadkiem zapotrzebowania Rzymu? Chyba tak.

Jeżeli się przyglądać pochówkom to na przestrzeni 10.000 lat i w wielu miejscach gdzie jest R1a1a, pochówki były raz ciałopalne, raz były to groby jednostkowe, raz kurhany, a potem znów ciałopalne, urny twarzowe, prochy na kurhanach, zakopywanie spalonych resztek pod progiem, stawianie urn na palach itp.

Niektórzy dzisiaj na podstawie tych badań genetycznych przypisują Słowianom (albo nazwijmy ich Słowiano-Indo-Irańczykom) – jako tym którzy je współtworzyli w dużej części, bo to nie wyklucza w nich udziału I1, I2, R1b1b – takie archeologiczne kultury jak: 1. Ceramika Wstęgowa, 2. Ceramika sznurowa, 3. Grobów jednostkowych, 4. Amfor kulistych wspólnie z I1 i I2, (symbioza z ostatnią fazą Cucuteni-Tripole) 5. Puchary lejkowate, 6. Ural – Jamna, 7. Andronowo, 8. BMAC, 9. kultura Łużycka a więc i 10. kultura Przeworska

Jak to z tym jest? Czy to ma sens?! Oczekiwałbym że archeologowie się wypowiedzą i to w taki sposób, że wyjaśnią ową zadziwiającą historię genetyczną i odkrycia R1a1a w grobowcach scytyjskich, czy też to R1a1a z okresu ok. 2700 p.n.e. na terenie nad Łabą i w Łużycach, czy w Alpach. Byłoby ciekawie gdyby powstały hipotezy, które próbują wykorzystać nową wiedzę a nie kwestionować ją i próbować obalać – to jest nauka jednak ścisła.

W każdym razie dyskutujmy, z góry dziękuję za każdy głos. Na razie prócz mojego, którego treść z  „odpowiedzi” przenoszę do artykułu – były dwa bardzo cenne [poniżej].

Mnie osobiście trudno przyjąć iż Słowianie i Scytowie to jedno, ponieważ przyzwyczaiłem się uważać ich za pośrednie ogniwo między Słowianami a Persami. Mamy bardzo dynamiczny czas jeśli idzie o odkrycia genetyczne i może będę musiał zweryfikować swój punkt widzenia jeszcze zanim Księga Ruty ukaże się drukiem – wciąż widzę ich jednak, tj. Scytów, Sarmatów, ludy Małej Azji, Hunów, Chazarów, Awarów jako łącznik między nami a Indiami i Iranem – jeśli nawet jednej krwi to jednak nieco odmiennej kultury i języka.

ADRIAN LESZCZYŃSKI

SARMACI GERMANIE SŁOWIANIE

WSTĘP

Państwa silne, zwycięskie piszą swoją historię na miarę odniesionych sukcesów, niewiele patrząc na to, co faktycznie miało miejsce. Co więcej, tak samo piszą też historię słabym, biednym i przegranym. I to, co było kiedyś, dopasowują do potrzeb dzisiejszej sytuacji”.
Rafał A. Ziemkiewicz

 
Autor powyższych słów, znany polski dziennikarz i publicysta, wypowiedział je w kontekście zakłamywania faktów związanych z drugą wojną światową. [1] Zacytowałem je dlatego, gdyż uważam, że są one uniwersalne i dotyczą wszelkich wydarzeń historycznych. Konieczność napisania przeze mnie niniejszego artykułu również wynika z zakłamywania historycznych faktów, jednakże znacznie odleglejszych niż druga wojna światowa. Wynika ona z zakłamania najdawniejszych dziejów Polski, Polaków i Słowian. Dziejów, które zostały nam narzucone przez Niemców i Europę Zachodnią. W historii tej występują niezliczone mity, nadinterpretacje i zwykłe, jawne kłamstwa. Co gorsza – są one podtrzymywane i bronione z niesłychaną zajadłością przez polskie środowiska naukowe. Skala tego zakłamania i zmitologizowania jest tak wielka, że potrzeba wiele czasu i wiele pracy, aby odkłamać wszystko. Na szczęście jednak nowoczesne dziedziny nauk krok po kroku zaczynają obalać te wszystkie mity i przekłamania. Historiografia jest na początku tego procesu. Rozpowszechnienie Internetu powoduje łatwiejszy dostęp do informacji oraz wzrost zainteresowania tematyką najstarszych dziejów Polski. W tej sytuacji, na dłuższą metę nie da się więcej podtrzymywać mitów historycznych i zakłamanej narracji.

Wszystkie moje dotychczasowe artykuły, publikowane na różnych portalach były próbą zmierzenia się z archaicznymi mitami i pisania historii na nowo podług prawdy. Również niniejszy tekst jest tego kolejną próbą. Jest kolejnym krokiem na drodze do odkłamania historii Polaków i Słowian. Tym razem krokiem jest próba wyjaśnienia znaczenia dawnych nazw ludów i określenia ich tożsamości. W artykule spróbuję wytłumaczyć kim były starożytne ludy zamieszkujące Europę Środkowo-Wschodnią i jaki był ich związek ze współczesnymi Polakami i ogólnie Słowianami. Miałem okazję napisać już trzy artykuły na temat Wenedów oraz Wandalów i ich związków ze Słowianami. [2][3][4] Miałem okazję wytłumaczyć, że dawne znaczenie Germanów nie jest tożsame z jego obecną definicją. [5] Obecnie, mając na względzie wszystkie te artykuły, podejmę się ponownie tego tematu, z tą różnicą, że oprócz wspomnianych ludów skupię się także na Sarmatach. Jak wiadomo, lud ten również był kojarzony z Polakami (vide: sarmatyzm polskiej szlachty) oraz ogólnie ze Słowianami.

Pierwsze na co muszę koniecznie zwrócić uwagę jest to, że dawne definicje rozłożone na przestrzeni wieków, nie były ścisłe i jednoznaczne. Zakres definicji ulegał zmianom, choć zasadniczo posiadał wspólny trzon. Poszczególne określenia znaczyły u różnych skrybów nie zawsze to samo. Stąd problemy współczesnych historyków z odnalezieniem się w definicyjnym galimatiasie. Stąd łatwość z jaką powstają różnego rodzaju mity i z jaką przeinacza się historię starożytnych ludów oraz ich przynależność językową. Poniżej stopniowo tłumaczę moje spojrzenie na sprawę Sarmatów i Germanów oraz ich związków ze Słowianami. Tłumaczę też definicyjny galimatias związany z tymi ludami oraz z Wandalami / Wenedami.

W swoich artykułach związanych z badaniami genetycznymi pisałem między innymi o tym, że języki słowiańskie wykształciły się w Europie wśród męskiego rodu R1a. Ścisłe podobieństwo języków słowiańskich do języków aryjskich z Azji przy jednoczesnej dominacji haplogrupy R1a zarówno u Słowian jak i u ludów aryjskich wskazuje na historyczną korelację między tymi rodzinami językowymi, a wspomnianą męską haplogrupą. [6][7]  Z Ariami związany jest subklad Z93 haplogrupy R1a wykształcony w Europie około trzeciego tysiąclecia p.n.e. (stanowisko Potapovka w Rosji). To właśnie potomkowie mężczyzn tego subkladu zasiedlili Azję. Mężczyźni innych subkladów haplogrupy R1a zostali zaś w Europie. Z tych pozostałych w Europie mężczyzn oraz z mężczyzn innych haplogrup wchłoniętych i zasymilowanych przez nich, wykształciły się europejskie ludy, które dominują w Europie Środkowo-Wschodniej począwszy od co najmniej trzeciego milenium p.n.e. aż po dzień dzisiejszy. Ludy te z czasem podzieliły się na inne mniejsze, a te następnie na poszczególne plemiona. Ludem zajmującym największy obszar byli Scytowie, a następnie Sarmaci, zwani w późniejszych czasach Słowianami.

Termin Sarmatów najczęściej używany był na określenie Słowian Wschodnich, lecz bywało, że rozciągany był na określenie wszystkich Słowian. Różni kronikarze w różnych sytuacjach w różnoraki sposób używali tego terminu. Według greckich kronikarzy Sarmatami byli wszyscy Słowianie, nie tylko wschodni. Według Rzymian, którzy na Europę Środkową i Wschodnią patrzyli zza Renu i Dunaju, a więc od zachodu i południa, Sarmatami byli Słowianie Wschodni. Według Rzymian ziemia Słowian Zachodnich nazywana była Germanią, a ludy ją zamieszkujące nazywane były Germanami, którzy z kolei dzielili się na Wandalów, zwanych też Wenedami i Windami, Swewów, Lugiów etc. Istotne jest to, że czasem Wandalowie (Wenedowie) nazywani byli ludem sarmackim (Wilhelm z Rubruk). Tego typu określenia są niezrozumiałe z dzisiejszego, nazewniczego punktu widzenia. Dawniej jednak nie było w nich niczego zaskakującego czy błędnego. Nie było też dziwne to, że Słowiańszczyna zaliczana była do krain germańskich (Adam z Bremy, Helmold). Wszystkie te określenia związane były z ludami dziś zwanymi Słowianami. Na przestrzeni wieków ulegały one jednak pewnym przeobrażeniom, co za chwilę szerzej omówię.

STAROŻYTNOŚĆ

Od tego momentu przedstawiam ważniejsze opisy Sarmatów, Germanów i ich wzajemnych związków, a w dalszej kolejności  ich późniejszych związków ze Słowianami. Przedstawiam także interpretacje poszczególnych zapisów kronikarskich. Zaczynam je od czasów najdawniejszych, czyli od starożytności.

Herodot
 – wielki grecki historyk żyjący w V w. p.n.e. w swych „Dziejach” przy relacji z wojen perskich skupił się głównie na opisie Scytów. W swoim dziele poświęcił im najwięcej uwagi opisując ich pochodzenie, stosunki społeczne i gospodarcze u nich panujące oraz wojny z ich udziałem. Herodot wspomniał też o Sarmatach. Twierdził, że Sauromaci, czyli wcześni Sarmaci zachodni, pochodzili ze związku Amazonek ze Scytami. Abstrahując od prawdziwości tejże relacji jest oczywiste, że organizacja społeczna Sarmatów była bardzo podobna do scytyjskiej. Nie ulega też wątpliwości, że oba ludy uważa się za bliskie sobie pod względem zarówno pokrewieństwa, jak i obyczajów. Charakterystyczną cechą społecznych stosunków plemion sarmackich była ważna rola kobiety w społeczności. [8]

Z pierwszego wieku naszej ery pochodzi informacja, którą w „Historii Naturalnej” (łac. Naturalis Historiae) zapisał historyk i pisarz rzymski Pliniusz Starszy.  Wspomniał on zarówno Sarmatów, jak i Wenedów: „Niektórzy twierdzą, że ziemie te aż do rzeki Wisły zamieszkane są przez Sarmatów, Wenedów, Skirów, Hirrów”. [9] Co warte zauważenia: traktuje on Sarmatów i Wenedów, jako dwa odrębne ludy.

Inaczej tę kwestię postrzega inny rzymski historyk, żyjący na przełomie I i II w. n.e. – Tacyt. Zastanawia się on bowiem czy Wenedów zaliczyć do Germanów czy do Sarmatów. Stwierdza, że Wenetowie przejęli od Sarmatów wiele zwyczajów. Zatem zauważa kulturowe podobieństwo między jednymi i drugimi. Jednakże w konsekwencji zalicza Wenedów jednak do Germanów ze względu na ich osiadły tryb życia, budowanie domów, noszenie tarcz oraz szybkie piesze przemieszczanie się. To ich odróżnia od Sarmatów żyjących „na koniu i wozie”. [10]  Identyfikacja przynależności etnicznej zastosowana przez Tacyta wydaje się dziś dość dziwaczna, niemniej jednak pewne informacje na temat dawnego postrzegania świata można z niej wyciagnąć. Warte zapamiętania jest to, że według Tacyta Wenedowie i Sarmaci są sobie bliscy kulturowo.

Jeszcze inne wnioski wynikają z zapisów Klaudiusza Ptolemeusza z II wieku n.e. Stwierdza on, iż „Sarmacja Europejska ograniczona jest od północy Oceanem Sarmackim wzdłuż zatoki Wenedyjskiej (łac. Sinus Venedicus)”. Ponadto pisze, że „Sarmację zamieszkują ogromne ludy: Wenedowie wzdłuż Zatoki Wenetyjskiej” oraz „z mniejszych zaś ludów siedzą w Sarmacji Gytonowie koło rzeki Wisły, poniżej Wenedów”. Zatem Wenedowie zamieszkują Sarmację. Można wobec tego wysnuć wniosek, że Wenedowie są odłamem Sarmatów, a sama Sarmacja rozciąga się również na obszarze współczesnych ziem polskich. Taka szeroka definicja Sarmacji i Sarmatów będzie często stosowana w czasach późniejszych – w średniowieczu i w okresie nowożytnym.

Połączenia Wenedów z Sarmatami dokonał też autor starożytnej, rzymskiej mapy o nazwie Tabula Peutingeriana pochodzącej z IV w. Choć oryginał mapy nie zachował się do czasów współczesnych, to jednak na szczęście zachowała się jej kopia pochodząca z XIII w. Zaznaczono na niej nazwy mórz, krain, gór, miast, rzek oraz plemion. Między innymi zapisano takie oto nazwy: „Sarmate Vadi”, „Solitudines Sarmatarum”, „Amaxobii Sarmate” „Lupiones Sarmate” oraz „Venadi Sarmatae”. Ponadto „Roxulani Sarmate”, „Svani Sarmatae”, „Sasone Sarmatae”. Już z samej mnogości nazw plemiennych związanych z Sarmatami można wywnioskować, że Sarmaci byli ogromnym ludem podzielonym na wiele mniejszych plemion. Jednym z nich byli Wenedowie zapisani na mapie jako „Venadi Sarmatae”.
Z pozostałych nazw łatwa w identyfikacji jest „Roxulani Sarmate”. Chodzi w tym przypadku o Roksolanów. Nazwa „Sarmate Vadi” prawdopodobnie dotyczy Kwadów – łac. Quadi, czytane jako „Kwadi”, gdzie łacińskie „V” zamienne jest z „U”. Kwadowie zamieszkiwali w starożytności obszar współczesnych Moraw, Słowacji i północno-wschodniej Austrii. Powszechnie uważa się ich za plemię germańskie, co w tym przypadku wywołuje nazewniczy chaos, gdy starożytna mapa łączy ich z Sarmatami, a nie z Germanami. Bez znajomości poruszania się w nazewniczej dżungli, o czym pisałem we wstępie, nie jest możliwe prawidłowe zrozumienie znaczenia opisywanych plemion. Zmienność nazewnicza i przypisywanie konkretnych plemion raz do Sarmatów, innym razem do Germanów, może powodować wrażenie etymologicznego chaosu i braku logiki. W całym tym pozornym chaosie kryje się dość jasna logika wynikająca z przyjmowania różnych kryteriów nazewniczych przez różnych dawnych pisarzy.
Zwraca również uwagę nazwa „Lupiones Sarmate”. Być może jest ona związana z łacińską nazwą wilka. W liczbie pojedynczej wilk po łacinie to „lupus”, natomiast w liczbie mnogiej „lupi”. Zatem „Lupiones” z dawnej rzymskiej mapy to być może Wilcy – plemię, które w średniowieczu znane jest pod tą właśnie słowiańską nazwą lub pod nazwą Wieletów, zwanych także Wilkami, Lucicami czy Lutycami. Istnieje również pogląd, że „Lupiones Sarmate” to w rzeczywistości „Lugiones Sarmate”, przy czym „Lugiones” łączony jest Lugiami, a ci ze słowiańskimi Lechitami lub Łużyczanami.
W przypadku Wenedów i Wilców-Wieletów kwestia identyfikacji plemiennej staje się jasna, jeśli uznać Sarmatów za ogół Słowian, a Wenedów oraz Wilców-Wieletów za plemiona zachodniosłowiańskie. Wówczas starożytna mapa idealnie pokrywałaby się ze stanem wiedzy znanym z średniowiecza. Logika mapy odnosi się również do wielkości ludów słowiańskich, których obszar zamieszkiwania we wczesnym średniowieczu pokrywa się z obszarem zamieszkiwania przez Sarmatów u schyłku starożytności. Teorie panujące obecnie w historii, że rzekomi irańsko-języczni Sarmaci mieliby nagle zniknąć na olbrzymim terytorium Europy Środkowo-Wschodniej w V/VI w., a w ich miejsce na dokładnie tym samym terytorium mieliby pojawić się równie nagle Słowianie, należy uznać za archaiczny mit. Na tego typu mity nie ma już miejsca w historiografii XXI wieku korzystającej z nowoczesnych badań naukowych. Zresztą nagłe zniknięcie potężnego ludu zamieszkującego ogromne terytoria jest sprzeczne z jakąkolwiek logiką. Takie zdarzenie nie mogło mieć i nie miało miejsca. Równie niewiarygodne jest, według teorii allochtonistów, nagłe pojawienie się nieznanego do tej pory ludu (Słowian) i jego równie ekspresowe zasiedlenie olbrzymiego obszaru Europy. Równie niewiarygodny jest brak na tym wielkim obszarze jakichkolwiek enklaw irańskich po zamieszkujących te tereny rzekomych „irańskich” Sarmatach. Na podstawie dotychczasowych badań genetycznych, które wciąż odkrywają przed światem nowe tajemnice, wiadomo, że nie było w starożytności żadnej migracji ludności z Iranu do Europy. Bynajmniej żadnej znaczącej migracji. Wielka migracja była, ale w kierunku odwrotnym. Miała ona miejsce około trzeciego tysiąclecia p.n.e. i związana była z migracją ludności, u której dominowała męska haplogrupa R1a. Ludność ta znana jest w historii pod nazwą Ariów – białych wojowników, którzy w odległej przeszłości podbili Indie i inne kraje azjatyckie. [6][7] W Europie społeczność ta dała początek ludom znanym w starożytności jako Scytowie, później jako Sarmaci, a obecnie powszechnie zwanymi Słowianami. Nie dziwi więc podobieństwo kulturowe, językowe i antropologiczne Sarmatów do Ariów, czy tym samym – Słowian do Sarmatów i Ariów. Wiadomo również, że nie było też żadnej wymiany ludności na terenie Polski czy wschodniej Europy w IV-VI w. Rzekoma „wymiana ludności” to jeden z największych mitów funkcjonujących do dziś nie tylko w polskiej, ale i w światowej historiografii. Mit, którego dni są już policzone i którego miejsce jest poza nowoczesną nauką, o czym coraz głośniej mówią genetycy. [11]

Kończąc omawianie starożytnych zapisów związanych z Sarmatami i Germanami na chwilę powrócę do tematu wspomnianych powyżej Kwadów. Otóż piszący po grecku, rzymski historyk i polityk Kasjusz Dion zapisał imię jednego z królów tego plemienia. Imię te w zlatynizowanej formie posiada dość dziwaczną postać – Gaeobomarus. Rzymianin zapisał te imię w j. starogreckim. W literaturze występuje ono pod następującymi postaciami: Γαϊοβόμαρος,    Γαιβόμαρος i Γεβόμαρος. Transliterując je na alfabet łaciński zapis wygląda tak: Gaiobomaros, Gaibomaros i Gebomaros. Ciekawostka polega na tym, że grecka litera β (beta) zasadniczo tożsama jest z łacińską literą „B” , ale czasem używana była też jako spółgłoska „W”. Zatem niniejsze postaci imienia „Gaeobomarus” można zapisać też w następujących formach: Gaiowomaros, Gaiwomaros i Gewomaros. Ostatnia forma po odjęciu greckiej końcówki „-os” daje postać – Gewomar. W tym momencie widać, że jest to słowiańskie imię Gniewomiar, znane też pod postaciami: Gniewomir czy Gniewomierz. Tak oto wygląda rzekoma „germańskość” plemienia Kwadów rozumiana w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Pojęcie Germanów w starożytności było zgoła odmienne od pojęcia współczesnego. Pisałem już o tym w artykule „Germania i Germanie – pojęcia dawne i współczesne”. [5]  W dalszej części artykułu pokażę kiedy i z jakich powodów doszło do zawłaszczenia nazw „Germania” i „Germanie” przez Niemców. W innym moim artykule „Słowiańsko brzmiące imiona dawnych Germanów” podałem więcej przykładów imion Germanów, które bez problemu dają się wytłumaczyć na gruncie etymologii słowiańskiej. [12]  O tym samym pisał niedawno Sławomir Ambroziak w artykule „Miłościwie nam panujący król Wandalów, Gąsiorek”. [13]  Listę starożytnych władców wandalskich, z których większość posiada imiona słowiańskie, podało w poprzednich wiekach wielu autorów. Między innymi w XVIII w. podał ją irlandzki historyk Thomas Nugent w swym dziele pt. „The History of Vandalia”. Spis imion tychże władców zamieściłem w artykule „Królowie Herulów i Wandalów” . [14][15]        


Na początku średniowiecza, już w 551 r. bizantyjski pisarz 
Jordanes przedstawił pochodzenie Słowian łącząc ich ściśle ze starożytnymi Wenedami. Wówczas to zaczyna pojawiać się nazwa „Słowianie” (Sclaveni), jako nowa nazwa oznaczająca Wenedów. W zależności od autora, definicja nazwy zmieniała się. Początkowo odnosiła się ona do tych Wenedów i Sarmatów, którzy najechali Cesarstwo Wschodnie. Innym razem dotyczyła Słowian Zachodnich, a więc Wenedów. Jeszcze w innych przypadkach stosowano ją na oznaczenie wszystkich pokrewnych sobie ludów mówiących pokrewnymi językami zwanymi słowiańskimi. I takie najszersze znaczenie posiada ona obecnie. Ignorowanie faktu, że w średniowieczu definicja „Słowian” ulegała zmianom, a próba jej stosowania według dzisiejszego znaczenia, powoduje liczne przekłamania związane z pochodzeniem Słowian. Jordanes w swym  dziele pt. „De Getarum sive Gothorum origine et rebus gestis”, znanym bardziej pod skróconą nazwą „Getica” jasno przedstawił pochodzenie Słowian. [17]  Napisał on wyraźnie, że Wenedowie pochodzą z jednego pnia i występują w czasach mu współczesnych pod trzema nazwami używanymi naprzemiennie: Wenedów, Antów i Sklawenów. Według słów Jordanesa, Wenedowie znani byli kiedyś pod jedną nazwą, a w VI w. znani są pod trzema. Ulegli bowiem podziałowi i pojawiły się nowe plemiona, a tym samym nowe nazwy. Lud Wenedów rozrósł się i podzielił na dwa plemiona: Antów  i Sklawenów (Słowian). Nazwa Wenedów nadal jednak funkcjonuje w użyciu i jest zamienna zarówno z nazwą Antów, jak i Sklawenów. Jordanes nic nie pisze, że Wenedowie byli kiedyś innym ludem, którego nazwę przejęli Słowianie. Pisze, że dawna nazwa Słowian to właśnie „Wenedowie”. Fakt ten jest stale zakłamywany przez część współczesnych historyków. [2]

 

Wenedów ze Słowianami łączy też Fredegar, frankijski kronikarz. Pod rokiem 642 zapisał on słowa: „Slavi cognomento Vinidi” (pol. Słowianie zwani Winidami / Wenedami). Dla niego oba pojęcia: Słowianie i Wenedowie znaczą to samo, są zatem zamienne. Zatem Słowianie nie wchodzą w skład Wenedów, tak jak u Jordanesa, ale są inną, zamienną nazwą Wenedów.

Nieco więcej pojęć wprowadza angielski duchowny, żyjący w latach 1150 – 1235, Gerwazy z Tilbury. Opisuje on m.in. ziemie polskie używając nawet nazwy „Polska”. Według jego słów Polskę zamieszkuje okrutny lud Wandalów, który żyje w sąsiedztwie innych ludów sarmackich. Ziemie wandalskie leżą miedzy Morzem Sarmackim, czyli Bałtykiem, a Alpami Węgierskimi (Huńskimi), czyli Karpatami. Do Morza Sarmackiego wpadają rzeki „Sarmaticus” oraz „Wandal”. Ta druga rzeka identyfikowana jest, jako Wisła. Angielski ksiądz stwierdza wprost, że Polacy określani są mianem Wandalów i nawet, że sami siebie tak nazywają. Kwestia interpretacji tej z pozoru wydawałoby się zagmatwanej relacji jest, w moim przekonaniu, banalnie prosta. W tym przypadku pod pojęciem „Sarmatów” występuje ogół Słowian – stąd „Morze Sarmackie”, czyli Bałtyk. Pod pojęciem „Wandalów” występują Słowianie Zachodni. Stąd Wandalowie to lud sarmacki, czyli stanowiący część Sarmatów – tak samo jak Słowianie Zachodni stanowią część wszystkich Słowian. A „Polacy” to zarówno odłam Wandalów (Słowian Zachodnich), jak i Sarmatów (ogółu Słowian). Relacja Gerwazego z Tilbury z XIII w. jest bardzo podobna do przedstawionej wcześniej relacji Klaudiusza Ptolemeusza z II w. Zbieżność obu relacji przy zastosowaniu przedstawionej przeze mnie interpretacji pokazuje stałość zamieszkania ziem polskich od początku naszej ery po epokę średniowiecza. Tę stałość zamieszkania potwierdzają najnowsze odkrycia nowoczesnych dziedzin nauki, w tym zwłaszcza odkrycia genetyki populacyjnej.

Dla porównania nie omieszkam przedstawić relacji Gerwazego z Tilbury kierując się definicjami dominującymi we współczesnej, zmitologizowanej historiografii. Wykażę poniżej skalę definicyjnych absurdów, jaka dziś wciąż panuje w środowisku historyków. Zatem:

Trzynastowieczną Polskę zamieszkuje okrutny lud germańskich [niemieckich] Wandalów, który żyje w sąsiedztwie innych irańskich ludów”. Już w tym jednym krótkim zdaniu jest kilka sprzeczności nie do pogodzenia. W XIII w. Polska zamieszkana jest głównie przez słowiańskich Polaków, a nie przez Germanów (Niemców). Niemcy owszem, zaczynają stopniowo napływać na ziemie polskie, ale jako obcy element osadniczy, który stanowi mniejszość w morzu słowiańskiej polskości. Ale idźmy dalej:

Ziemie germańskich [niemieckich] Wandalów leżą nad Morzem Irańskim [Bałtyk]. Do Morza Irańskiego wpływają rzeki: Irańczyk [Sarmaticus] i Wandal [Germanin / Pra-Niemiec]”. Zatem stosując współczesną narrację niemieckojęzyczni Germanie byli odłamem Irańczyków i zamieszkiwali trzynastowieczną Polskę (!). Absurd goni absurd. Czy Gerwazy z Tilbury miał tak małą wiedzę o swoim świecie, że pisał takie brednie? Czy może totalnie mylił różne pojęcia? Ani jedno ani drugie. Gerwazy znał pojęcia bardzo dobrze, ale stosował je w swym pierwotnym, logicznym znaczeniu. Podobnie jak inni ówcześni kronikarze. To późniejsza, nowożytna historiografia skażona niemiecką propagandą i zakłamaniem, przeinaczyła znaczenie pojęć „Germanie”, „Wandalowie” i „Sarmaci”. I dlatego z punktu widzenia współczesnych znaczeń, relacje dawnych skrybów wydają się nielogiczne i mało sensowne. Zabawne są zatem twierdzenia współczesnych mitomanów ze środowisk naukowych o tym, że średniowieczni skrybowie mylili pojęcia, ulegali „modzie” łączenia Wandalów z Wenedami i co gorsza z Sarmatami. Tłumaczenia te są bezzasadne. Byłyby nawet i śmieszne, gdyby nie fakt, że w te nowożytne mity zdominowały współczesną historiografię i nie pozwalają na poznanie prawdy o etnicznej historii Europy. Proszę zwrócić uwagę, że interpretacja znaczeń Wandalów i Sarmatów według przedstawionych przez mnie pojęć jest logiczna i sensowna. Natomiast zastosowanie interpretacji współczesnej skażonej mitami nowożytnymi powoduje kompletny chaos znaczeniowy oraz brak jakiejkolwiek logiki średniowiecznych zapisów kronikarskich.

Należy pamiętać, iż średniowieczni kronikarze posługiwali się różnymi znaczeniami, które jednak w swym trzonie były ze sobą zgodne. Dlatego nieco inna od relacji angielskiego księdza jest relacja, żyjącego w XIII w. flamandzkiego podróżnika, Wilhelma z Rubruk. Zapisał on takie zdanie:

Język Rusinów, Polaków, Czechów i Sklawonów jest taki sam jak język Wandalów”. [18]

W tym przypadku interpretacja różni się nieco od tej u Gerwazego z Tilbury, choć wciąż łączy Wandalów ze słowiańskością. Polacy i Czesi występują tu pod znaczeniami, jakie obowiązują do dziś. Rusini to oczywiście Słowianie Wschodni. Sklawoni to najprawdopodobniej Słoweńcy lub ogólnie Słowianie Południowi z Bałkanów. Natomiast Wandalowie to Słowianie Połabscy. Flamandzki pisarz stwierdził, że języki wszystkich wymienionych narodów są „takie same”. Takie same na pewno w XIII w. nie były, natomiast bez wątpienia były do siebie bardzo mocno podobne i członkowie wymienionych ludów jeszcze w XIII w. mogli się ze sobą bez problemu porozumiewać ze zrozumieniem. Wszystkie te języki należały do wielkiej rodziny (grupy) języków słowiańskich. W tym przypadku należy wiedzieć, że w węższym znaczeniu mianem „Wandalów” najczęściej nazywano Słowian Połabskich, tak jak to miało miejsce w niniejszym przypadku. W innych zabytkach pisanych, nazwa Wandalów mogła być rozciągana na innych Słowian Zachodnich lub na inny naród zachodniosłowiański, np. na Polaków, co wielokrotnie miało miejsce. [2]  Reasumując kwestię zapisu Wilhelma z Rubruk wedle współczesnych nazw etnicznych, brzmiałby on tak:

Język Rusinów, Polaków, Czechów i Słoweńców jest taki sam jak język Słowian Połabskich”.

Natomiast stosując narzuconą przez niemiecką historiografię współczesną narrację zapis ten skażony byłby błędami i brzmiałby tak:

Język Rusinów, Polaków, Czechów i Słowian (!) jest taki sam jak język germańskich (pra-niemieckich) Wandalów”.

Odrywanie Wandalów-Wenedów od słowiańskości zawsze powoduje błędy interpretacyjne. W wielu przypadkach te same błędy powstają, gdy bez krytycznej analizy źródeł utożsamiania się Sklawenów z ogółem Słowian.

Również pojmowanie samej „Germanii” było w średniowieczu inne niż obecnie. [5]  Niemiecki kronikarz i geograf, żyjący i piszący w XI w., Adam z Bremy stwierdza, że Słowiańszczyzna jest największą z krain Germanii. Zatem Słowiańszczyzna jest częścią Germanii. Tym samym można domniemywać, że Słowianie są częścią Germanów. Obecnie takie pojmowanie obu terminów jest nie do przyjęcia. W średniowieczu miało jednak miejsce. Znaczenie współczesne, utożsamiające Germanów z ludnością używającą mowy z tzw. grupy języków germańskich, powstało dopiero w czasach nowożytnych i nie jest tożsame z określeniem stosowanym w starożytności czy w XI wieku. Tym samym, dopiero w czasach nowożytnych zaczęto przeciwstawiać sobie pojęcia Słowian i Germanów. Śmiem twierdzić, że w starożytności termin „Germanie” dotyczył głównie właśnie Słowian, którzy zamieszkiwali Europę aż po Ren. Jeszcze we wczesnym średniowieczu arabscy kupcy pisali o takich grodach jak Paderborn czy Soest w Westfalii, że są słowiańskie. [19]  Adam z Bremy także uważa, że Słowiańszczyznę w XI w. zamieszkują Wandalowie, których nazywa się obecnie częściej mianem „Winuli” (łac. Winulis) i zalicza do nich m.in. Polaków i Czechów. Niemalże tak samo Słowian opisuje inny niemiecki kronikarz – Helmold. Uznając pierwotne znaczenie Wandalów, jako Słowian Zachodnich, relacje obu niemieckich kronikarzy mają sens. Stosując skażoną mitami współczesną definicję wiążącą Wandalów z Germanami w znaczeniu Pra-Niemców, relacje te tracą sens i logikę.

W średniowieczy było sprawą oczywistą, że Słowianie Zachodni to Wandalowie, zwani także Wenedami, Winidami lub Winulami. Również w czasach późniejszych określanie Słowian mianem Wenedów czy Wandalów było wciąż popularne. Jak już wspomniałem we wstępie, na ten temat napisałem już trzy artykuły, w których podałem jeszcze więcej analogicznych przykładów. Nie ma więc sensu, abym je tutaj powtarzał. Jeszcze więcej tego typu przykładów podał w swych pracach naukowych austriacki historyk Roland Steinacher. [20][21] Z drugiej natomiast strony, zwolennicy allochtonicznej teorii pochodzenia Słowian nie mogą pochwalić się ani jednym dawnym źródłem pisanym, które w sposób jednoznaczny wspierałoby ich teorię opisując przybycie Słowian na ziemie polskie czy połabskie w VI wieku. Pokazuje to, na jak kruchym fundamencie zbudowana jest teoria, której genezę powstania opiszę w dalszej części artykułu.

CZASY NOWOŻYTNE – POCZĄTEK ZAKŁAMYWANIA HISTORII

Początek przełomu w pojmowaniu pochodzenia Słowian nastąpił w XVI w. Wówczas to wśród książąt Rzeszy nastąpiło zainteresowanie swoim pochodzeniem i ogólnie historiografią. Powstały wówczas w 1518 r. dwa ważne dzieła Nicolausa Marschalka (Marescalusa) i Jana Bugenhagena poświęcone przeszłości Śląska, Pomorza i Meklemburgii, które w sposób jasny mówiły o słowiańskim rodowodzie tych ziem, jak i książąt nimi władających. [22][23]  Do słowiańskich korzeni odwoływała się również liczna szlachta tych ziem. Było wówczas sprawą oczywistą o odwiecznym zasiedzeniu Słowian na ziemiach nie tylko polskich, ale i tych położonych na zachód od Odry. Tytuł dzieła Marescalusa brzmiał po łacinie „Vitae Obetritarum … Annalium Herulorum ac Vandalorum…” (pol. „Życie Obodrytów… Roczniki Herulów i Wandalów”) i jak widać z samego tytułu, autor w sposób oczywisty łączył słowiańskich Obodrytów z Herulami i Wandalami. Po raz kolejny dobitnie powtarzam: rzecz ówcześnie oczywista. Również dzieło Jana Bugenhagena, stworzone na zamówienie księcia pomorskiego Bogusława X uznaje, że dawne nazwy „Winiti-Winitowie-Wenetowie-Wandalowie” to dawne określenia Słowian Zachodnich, w tym oczywiście Pomorzan. To samo pisali w średniowieczu, wspominani powyżej – Adam z Bremy i Helmold. Historię pochodzenia słowiańskich Pomorzan od starożytnych plemion autor przedstawił w trzech rozdziałach pierwszej księgi o znamiennych tytułach:
– III. Interpretatio dictorum. De Wandalis (pol. Interpretacja pochodzenia. Wandalowie),
– V. Wandali sive Winiti (pol. Wandalowie czyli Winitowie),
– XIII. Pomerani quandoque Slavi dicti (pol. Pomorzanie czasem zwani Słowianami). [24]
Identyczne poglądy na temat pochodzenia Słowian od Wandalów / Winitów miał autor dzieła pt. „Wandalia” 
Albert Krantz, a oprócz niego Flavio Blondi.
Jak pisze współczesny polski historyk, 
Aleksander Małecki – „W XVI w. wśród lokalnych niemieckich elit coraz ważniejsze stało się dążenie do przezwyciężenia rozdźwięku między własną (przyniesioną czy nabytą) tożsamością językową a słowiańską przeszłością swych nowych ojczyzn. By móc manifestować dumę z faktu bycia „odwiecznym” Pomorzaninem czy Ślązakiem, sięgnięto po argumenty historyczne znalezione w dziełach autorów antycznych”. [25]  W tymże XVI wieku rozpoczęło się utożsamianie ówczesnych Niemców – przybyszów na słowiańskiej ziemi – ze starożytnymi Germanami. Oparto się głównie na „Cosmographii” Klaudiusza Ptolemeusza oraz „Germanii” Tacyta. Zainicjowana wówczas propaganda niemiecka utożsamiająca starożytnych słowiańskojęzycznych Germanów z XVI-wiecznymi Niemcami mówiącymi różnymi odmianami języka niemieckiego, nasilała się z każdym kolejnym wiekiem, by swe apogeum osiągnąć w smutnej epoce hitlerowskiego nazizmu w pierwszej połowie XX w. Niestety propaganda ta odniosła zadziwiający sukces i pod postacią mitu trwa niewzruszona po dzień obecny. Począwszy bowiem od XVI w. niemiecka historiografia, a za nią historiografia zachodnioeuropejska, Niemców zaczęła utożsamiać właśnie z Germanami. Ta starożytna nazwa licznych ludów została przez Niemców zawłaszczona. Zrobiono to w ten sam sposób, co uczyniono z nazwą bałtyckiego plemienia „Prusów” – zwyczajnie ją ukradziono. Przesłanką do identyfikacji Germania – Niemcy (Germania – Deutsche) była chęć uprawnienia i usprawiedliwienia niemieckiego osadnictwa na ziemiach słowiańskich oraz tym samym niemieckiej ekspansji politycznej, kulturowej i religijnej.

Wśród niemieckich historiografów pojawiła się zatem konieczność uzasadnienia niemieckiej ekspansji na słowiańskie ziemie oraz wykazania starożytności narodu niemieckiego. Okazja taka zrodziła się, gdy w XV w. odnaleziono na terenie opactwa Hersfeld w Hesji dzieło Tacyta o potocznej nazwie „Germania”. [10]  W 1455 r. księga została przeniesiona do Włoch, gdzie Eneasz Sylwiusz Piccolomini – późniejszy papież Pius II, po raz pierwszy zbadał ją i zanalizował. Wzbudził tym samym zainteresowanie dawnymi Germanami pośród niemieckich humanistów. Od tego momentu sama nazwa Germanów, jak i krainy ich zamieszkiwania – Germanii, zaczęła robić zawrotną karierę. Niemieccy humaniści przywłaszczyli sobie te nazwy, skutecznie rugując z niej Słowian, których w dużej mierze w swym dziele opisywał Tacyt. Utożsamianie starożytnych Germanów z Niemcami przyniosło sukces tak wielki, że dziś przeciętny człowiek, a nawet naukowiec, nie jest w stanie pojąć, że nazwa ta pierwotnie nie dotyczyła Niemców, lecz ludy zupełnie inne. Warto też wiedzieć, że zapisane przez Rzymianina opisy kultury, wierzeń i zachowania dawnych Germanów żywo przypominają opisy średniowiecznych Słowian, a nie Niemców. W tym zakresie indolencja, a może raczej zakłamanie środowisk naukowych są zdumiewająca. Jest to jednak temat na odrębny artykuł.

Niebagatelną rolę w dziele zakłamywania historii odegrał Filip Melanchton, niemiecki reformator religijny, najbliższy współpracownik Marcina Lutra, współtwórca reformacji, profesor uniwersytetu w Wittenberdze. Uważał on, że od czasów starożytnych Germanie mieszkali wzdłuż wybrzeży Morza Bałtyckiego. Ponieważ Germanów utożsamia z Niemcami, więc tym samym uważa, że Niemcy żyją na terenach starożytnej Germanii już od starożytności. Ale co znamienne, mimo tej uzurpacji, Melanchton wciąż łączy Słowian z Wenedami i Sarmatami. Wenedów uważa za potomków starożytnych, homeryckich Henetów. Uważa ponadto, że nazwy Wenedów i Wandalów są sobie tożsame i znaczą to samo. Zatem Wenedów-Wandalów nie utożsamia z Germanami, czyli z Niemcami, lecz ze Słowianami. Wbrew powszechnie uznanym poglądom o pochodzeniu Wenedów-Wandalów z Sarmacji, tudzież ze Scytii, niemiecki reformator wyraził pogląd, iż pochodzą oni z Paflagonii w dzisiejszej Turcji, a więc tam, gdzie w czasach Homera mieli mieszkać Henetowie. Swoje poglądy przedstawił między innymi w liście z 1558 r. pt. „Epistola de origine gentis Henetae Polonicae seu Sarmaticae” (pol. List o pochodzeniu Henetów-Polaków czyli Sarmatów). Na marginesie dodam, że opisywany wcześniej Klaudiusz Ptolemeusz uważał Henetów za największe plemię Sarmacji. Stąd wzięła się późniejsza identyfikacja Henetów z Wenedami, według mnie niebezpodstawna. [26]  Wśród ciekawych poglądów Melanchtona na uwagę zasługuje jeszcze jeden: łączenie słowiańskich Wenedów z włoską Wenecją. Na ten temat miałem też już okazję pisać w dwóch moich innych artykułach, do których odsyłam. [11][27]  Cała działalność Melanchtona i innych niemieckich autorów miała polegać na znalezieniu dla przodków Niemców miejsca w starożytnym świecie. Tym samym na nadaniu im podstaw do kolonizacji ziem słowiańskich. Z drugiej strony nie próbował on nawet podważać związków Wenedów-Wandalów oraz Sarmatów ze Słowianami.
Oprócz Melanchtona i Piccolominiego, bezpośrednią zależność między różnymi starożytnymi plemionami germańskimi, a średniowiecznymi niemieckimi osadnikami oraz ich szesnastowiecznymi potomkami mieszkającymi na słowiańskich ziemiach, podawali w swych opracowaniach także tacy twórcy, jak 
Joachim Cureus czy – co smutne – Marcin Kromer, o którym za chwilę będzie mowa.

Wpływowi Melanchtona w kwestii autochtonizmu Niemców na ziemiach słowiańskich i łączenia ich ze starożytnymi Germanami, uległ Tomasz Kantzow (niem. Thomas Kantzow), żyjący w latach 1505 – 1542, niemiecki historyk z Pomorza. Początkowo jego poglądy zbieżne były z tym, co głosili Albert Krantz i Jan Bugenhagen. Zawarł je w pierwszej redakcji swej niemieckiej „Pomeranii” z 1537 r. Następnie po 1540 r., po kontaktach z Melanchtonem zaprzeczył swoim dotychczasowym poglądom i poparł narrację o autochtonizmie Niemców (u Kantzowa „Teutzsche” – obecnie „Deutsche”) na ziemiach słowiańskich, wcześniej zwanych Germanią.

Tymczasem w Polsce powstawały dzieła, które ściśle identyfikowały Polaków z Wandalami. Wśród autorów na wyróżnienie zasługuje Maciej Miechowita i jego dzieło pt. „Tractatus de duabus Sarmatiis – Asiana et Europiana” z 1517 r. Tytuł po polsku brzmi: „Traktat o dwóch Sarmacjach – Azjatyckiej i Europejskiej”. Autor opisuje pod względem geograficznym dwie „Sarmacje” twierdząc, że w części europejskiej mieszkają Wandalowie, od których w linii prostej wywodzą się Polacy. Zatem Wandalowie są tu częścią szerszego pojęcia Sarmatów, a dokładnie Sarmatów europejskich. Jasno również stwierdza, iż Polacy i inne narody zachodniosłowiańskie są autochtonami na swoich ziemiach. Według ówczesnej narracji, wciąż silnie uzależnionej od zapisów biblijnych, Miechowita pisał wręcz, że Słowianie „od czasów potopu aż do naszych czasów pozostają w swoich siedzibach i rodzinnych królestwach”. Pisał więc prawdę, co współczesna genetyka potwierdza.

Podobne poglądy o słowiańskości Wandalów i o wandalskim pochodzeniu Polaków wyrażał Marcin Bielski. Uważał wręcz, iż Wandalowie to stara nazwa Słowian. On również, jako bodajże jeden z pierwszych uczonych, zwrócił uwagę na słowiańskie brzmienie imion dawnych Wandalów. Wspomniał m.in. „Wisimira” i Genzeryka, którego nazywał „Gąsiorkiem”. Zwracał też uwagę na fakt, że niektóre obyczaje starożytnych Wandalów są takie same jak obyczaje ówczesnych mu Polaków i jednocześnie różnią się one od obyczajów niemieckich. [28]

Stanisław Sarnicki, polski historyk i działacz kalwiński, twórca „Roczników, czyli o pochodzeniu i sprawach Polaków i Litwinów Ksiąg VIII”, pochodzenie Polaków wiązał zarówno z Wenedami (Wenetami), jak i Sarmatami. Reprezentował najczęściej spotykany pogląd, że Wenedowie byli częścią Sarmatów. Podobnie jak to opisywał Filip Melanchton, wspominał wątek trojański w pochodzeniu Polaków. Według niego, przodkowie Polaków, sarmaccy Heneci (Weneci) mieli przybyć do Europy Środkowej pod wodzą trojańskiego Antenora. [26]

Powiązania Henetów z Wenedami-Wandalami, a tych ze Słowianami dokonał też Maciej Stryjkowski, polski poeta, historyk i dyplomata. W wydanej w 1582 r. w Królewcu „Kronice Polskiej, Litewskiej, Żmudzkiej i wszystkiej Rusi” dokonał kompilacji kronik Jana Długosza, Macieja Miechowity i licznych kronik rękopiśmiennych. [29]

Z poglądów wszystkich przedstawionych tu autorów identyfikujących Wandalów ze Słowianami, jako pierwszy wyłamał się polski pisarz i dyplomata, Marcin Kromer. Podważał on związki Polaków i ogólnie Słowian z Wandalami, a identyfikował z Sarmatami, uważając ich za lud wschodnioeuropejski. Tym samym, w przeciwieństwie do wielu innych autorów oddzielił on pojęcie Wandalów od Sarmatów. Trudno powiedzieć jak wpływ na te poglądy miało niemieckie pochodzenie tego pisarza, niemniej jednak od tego momentu stopniowo w Polsce zacznie się szerzyć epoka „sarmatyzmu”. Sarmacja w oczach Kromera jawiła się, jako kraina położona na wschód od historycznej Polski i stamtąd właśnie na ziemie polskie mieli przybyć Sarmaci dając początek narodowi polskiemu.

W niniejszym artykule nie będę opisywał całego prądu ideologicznego jakim był sarmatyzm, bo literatura na ten temat jest dość bogata, natomiast nie ulega wątpliwości, że pogląd pochodzenia Polaków, a konkretnie polskiej szlachty od Sarmatów, był od XVI w. do momentu zaborów, powszechny i oczywisty. Później, w XVIII w. na skutek wypaczenia szlacheckiej ideologii sarmatyzmu, a zwłaszcza na skutek zaborów, ruch ten umarł.

Wiek XVI przyniósł niemieckiej historiografii i niemieckiej polityce niebywały sukces. Odtąd nazwa „Germania” zaczęła być kojarzona wyłącznie z Niemcami. Starożytnych Germanów uznano za protoplastów Niemców. Z czasem nazwę „Germanów” rozciągnięto na inne ludy mówiące językami należącymi do tej samej rodziny, co język niemiecki. Mowa tu o j. angielskim i j. skandynawskich. Był to kolejny sukces niemieckiej historiografii. Zaznaczyć należy, że Skandynawia, a więc ziemia skąd najprawdopodobniej wywodzili się Germanie w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, nigdy nie była nazywana „Germanią”, a ludność ją zamieszkująca nigdy w starożytności ani w średniowieczu nie była nazywana „Germanami”.

 

WIEK DZIEWIĘTNASTY I DWUDZIESTY

W okresie zaborów, czyli nieistnienia państwa polskiego głos polskiej nauki nie miał tak donośnego brzmienia, jak głos nauki niemieckiej. Zwłaszcza po zjednoczeniu Niemiec w 1871 r. propaganda niemiecka głosząca o odwieczności Niemców na słowiańskiej ziemi, przybrała na sile. Potrzeba tej zakłamanej narracji była ogromna i wynikała z tego, że zalążkiem zjednoczenia był ten kraj niemiecki, który był najbardziej wysunięty na wschód – Prusy. Sama nazwa tego państwa nie była niemiecka. Nawiązywała do średniowiecznego, bałtyckiego narodu kompletnie z XIX-wiecznymi Niemcami niezwiązanego. Na terenie ówczesnego Królestwa Prus znaczną część ludności stanowili Słowianie, zwłaszcza Polacy. Istniała więc silna potrzeba ideologicznej podstawy okupowania ziem, wciąż jeszcze zamieszkiwanych przez ich pierwotnych słowiańskich mieszkańców. Z jednej strony próbowano udowodnić odwieczną „niemieckość” ziem polskich, z drugiej zaś nasilono zniemczanie Słowian za pomocą różnych metod administracyjnych. W XIX w. utożsamianie nazwy „Germania” z Niemcami było już powszechne i oczywiste. Propaganda zapoczątkowana w XVI w. okazała się niebywale skuteczna. Niemcy na stałe przywłaszczyły sobie tę starożytną nazwę. W przeciwieństwie do nazwy „Prusy” (Prussia, Borussia) udowodnienie, że pierwotna nazwa Germanii i Germanów wcale nie dotyczyła Pra-Niemców, z racji odległości czasowej stało się niemal niemożliwe. Mimo to, mało kto wie, że jeszcze w XIX w. wielu niemieckich historyków otwarcie głosiło poglądy o autochtonizmie Słowian na ziemiach nie tylko do Łaby, ale i do Renu. Były też poglądy mówiące o Słowianach na lewym brzegu Renu. W dawnych dokumentach znajdowano stare toponimiczne nazwy o silnie słowiańskim brzmieniu, w wieku XIX silnie już zniemczonych. Uznanie dla tych uczciwych niemieckich naukowców nakazuje, aby ich wymienić. Przytoczę nazwiska tych niemieckich badaczy, dla których pisanie prawdy było ważniejsze niż wpisywanie się w rolę propagandzisty niemieckiej władzy. Na uznanie zasługuje na pewno Jacob Grimm, wielki niemiecki filolog i językoznawca. Rozpowszechnił on istnienie tzw. przesuwek w językach germańskich, które na podstawie ustaleń Rasmusa Raska sformułował w postaci tzw. prawa głosowego, zwanego prawem Grimma. Stanowiło to przełomowe odkrycie w genezie kształtowania się języków germańskich i indoeuropejskich. Na podstawie językowej analizy nazw starożytnych plemion germańskich Grimm twierdził, że wiele z nich posiadało słowiańską etymologię. Tym samym przychylał się do autochtonicznej teorii pochodzenia Słowian w Europie Środkowej. Na świecie rozgłos przyniosło mu, wraz z bratem Wilhelmem, zebranie i opracowanie baśni ludowych, które znane są dziś pod nazwą „Baśni braci Grimm”. Innym niemieckim naukowcem opowiadającym się za koncepcją autochtoniczną Słowian był August Meitzen – historyk, ekonomista i swego czasu burmistrz Jeleniej Góry (niem. Hirschberg).
Edward Bogusławski, o którym za chwilę będzie mowa, wspomina także nazwiska takich Niemców, jak: Heinrich Schulz, Landau, Gerlach czy Ukert. [30]  Również 
Hans Krahe, językoznawca i onomasta, widział Słowian w Europie dużo wcześniej niż głoszą to historycy zapatrzeni w mity teorii allochtonicznej.

O pochodzeniu Słowian pisali też sami Polacy. Dziś niestety większość ich dzieł uległa zapomnieniu. Pora je na nowo wydobyć z otchłani mroków niewiedzy. Warto znać dzieła takich twórców jak: wspomniany Edward BogusławskiWilhelm BogusławskiWojciech KętrzyńskiErazm Majewski, Edward Sieniawski czy Grzegorz Smólski.
W dwudziestoleciu międzywojennym do chóru pisarzy i historyków dołączyli archeologowie i językoznawcy, którzy swą pracę kontynuowali po II wojnie światowej, w okresie PRL. Należy tu wymienić takie nazwiska, jak: 
Józef KostrzewskiKonrad JażdżewskiWitold HenselLech LeciejewiczMikołaj RudnickiTadeusz Lehr-Spławiński czy Jan Czekanowski. Zarówno w okresie II RP, jak i w czasach PRL teoria autochtoniczna dominowała w narracji polskiej historiografii.

Wiek XX w. przynosi w Niemczech wzrost nastrojów szowinistycznych. Rozwój archeologii i wykorzystywanie jej w ramach niemieckiej polityki nienawiści do innych narodów daje pole do działania takim osobom jak archeolog Gustaf Kossinna – wybitny propagandysta niemieckiej pseudoteorii o dominacji Pra-Niemców na ziemiach polskich w starożytności. Ten to Kossinna głosił swe tezy na podstawie wykopanych w ziemi zabytków codziennego użytku. W jaki sposób odkrył on, że użytkownicy garnków mówili językiem bliskim współczesnemu językowi niemieckiemu, pozostanie jego tajemnicą. Najprawdopodobniej stało się to na podstawie wcześniej powstałego mitu, nakazującego identyfikowanie starożytnych Germanów z późniejszymi Niemcami.

Szczyty zakłamania i zwykłej głupoty osiągnęła niemiecka historiografia w czasach hitlerowskich. Osoby takie, jak Kossinna były wówczas wynoszonym na piedestał autorytetem. Wówczas to, ale i później także, powstawały tak nonsensowne poglądy jak te, że Słowianie przybyli na ziemie polskie i połabskie w VIII i IX w. Trudno o lepszy przykład oderwania od rzeczywistości tak zwanych „osobistości nauki”. Tragiczne jest to, że te bzdurne wymysły powtarzali i wciąż powtarzają za niemieckimi zakłamywaczami historii, polscy archeologowie i historycy – zwolennicy tzw. allochtonicznej teorii pochodzenia Słowian. Do najbardziej znanych zwolenników Kossinny w Polsce należał Kazimierz Godłowski, od 1975 r. członek Niemieckiego Instytutu Archeologicznego oraz od 1994 r. Bawarskiej Akademii Nauk. Trzeba przyznać, że Niemcy docenili pracę swojego polskiego pupila – zwolennika nonsensów Kossinny, fundując mu liczne granty, które w czasach peerelowskich niedostatków miały duże znaczenie materialne, oraz nagradzając go przyjęciem w poczet członków swoich instytucji. Obecnie najbardziej znanymi zwolennikami tez Godłowskiego są żyjący jeszcze, sędziwi profesorowie tzw. „krakowskiej szkoły w archeologii”: Michał ParczewskiAndrzej KokowskiMagdalena Mączyńska czy zmarły przed trzema laty Piotr Kaczanowski.

W XIX w. ukuto również kolejny mit związany z językiem dawnych Scytów i Sarmatów. Niemieccy i brytyjscy językoznawcy doszli do wniosku, że język obu tych ludów należał do irańskiej grupy językowej. Ustalono to na podstawie zapisanych przez Herodota i innych starożytnych pisarzy, słów scytyjskich. Bez wątpienia słowa te są podobne do słów irańskich, jednakże są też podobne do słów słowiańskich, co pominięto milczeniem. Wątek języka Scytów i Sarmatów zasługuje na osobny artykuł. Wspomnę jednak, iż słynny dziewiętnastowieczny polski znawca starożytnego języka awestyjskiego z Iranu, Ignacy Pietraszewski zwracał uwagę, iż język ten był de facto językiem prasłowiańskim. Był bliższy językom słowiańskim aniżeli współczesne języki irańskie, które skażone są dość mocno miejscowym nieindoeuropejskim substratem. [31] Współczesny polski językoznawca, Jacek Jarmoszko w dużej części zdaje się popierać tezę Pietraszewskiego:

Język awestyjski w wielu przypadkach faktycznie bardziej przypomina języki słowiańskie niż współczesne, żywe języki irańskie. Głównym tego powodem jest archaiczność owego języka, zbliżona do archaiczności języków słowiańskich. W języku awestyjskim można dopatrzeć się znacznie większej ilości rdzeni istniejących w językach słowiańskich niż w jakimkolwiek innym języku irańskim”. [32]

Trudno zatem mówić o irańskości Scytów i Sarmatów. Prędzej należy mówić o słowiańskości starożytnych Irańczyków. Wiedzieć należy, iż żyjący w XVIII w., słynny wenecki awanturnik i podróżnik Giacomo Casanova, opisując w pamiętnikach swoją podróż do Polski, pisał o jej mieszkańcach jako o potomkach Scytów i Sarmatów. Jak wiadomo, w Polsce dominowała wówczas ideologia sarmatyzmu. Po upadku I RP ideologię tą obarczono winą za nieszczęście utraty niepodległości przez państwo polskie. Dlatego sarmatyzm stał się przedmiotem silnej krytyki. Zwyczajnie mówiąc – źle się kojarzył. Jak pisze Jarmoszko:

W czasach romantyzmu, kiedy polskich korzeni zaczęto szukać wśród Słowian [niesłusznie oddzielając ich od Sarmatów – dodatek autora A.L.], sarmatyzm uznano za wyssaną z palca i pozbawioną jakichkolwiek podstaw bzdurę”. [33][34]

Stąd niemiecko-brytyjskie teorie o irańskości Sarmatów przyjęto na gruncie polskiej nauki bez jakichkolwiek sprzeciwów.

Wiek XIX i XX w. przyniósł kolejny sukces niemieckiej historiografii, bowiem w okresie tym pojęcie „Germanie” stało się powszechne nie tylko w odniesieniu do Niemców, ale rozciągnięto je też na Anglików i Skandynawów.
Sukcesem było również nazywanie Wandalów Germanami i utożsamianie ich z ludnością należącą do grupy języków podobnych do niemieckiego. Celowo nie używam tu nazwy „języków germańskich”, które to pojęcie jest dziś niestety powszechnie akceptowane, a które wprowadza w błąd w odniesieniu do znaczenia starożytnych. Tym samym oderwano Wandalów od słowiańskości, tak jak wcześniej od słowiańskości oderwano starożytnych Germanów.
Kolejny sukces, a de facto kolejny mit stworzony przez niemiecko-brytyjską „naukę” to mit irańskości Sarmatów. Historiografia polska została kompletnie zmarginalizowana. Nawet dla zagorzałych autochtonistów germańskość (niemieckość) Wandalów stała się oczywista. Po 1989 r. skala zmitologizowania i zakłamania historii ludów europejskich, również wśród polskich historyków i archeologów, przekroczyła wszelkie granice. Są to granice wszelkich nonsensów.

 

PO PRZEŁOMIE 1989 R.

W niniejszym podtytule pozwolę sobie na pewien osobisty wątek. Jako młody chłopak, na przełomie 1992 i 1993 r. podczas kilkudniowego sylwestrowo-noworocznego pobytu we Wiedniu, miałem okazję odwiedzić kilka muzeów. Wówczas to, w jednym z nich utkwiło mi w pamięci, przedstawienie historii ludności na terenie Europy Środkowej. Z prezentacji wynikało, że najpierw w tej części kontynentu, w tym i w Austrii, byli Celtowie, potem Germanie, a na końcu Słowianie. Kilka miesięcy później wpadła w moje ręce popularna wówczas książka Normana Daviesa pt. „Boże igrzysko. Historia Polski”. [35]  Dla sponiewieranych komunizmem zakompleksionych Polaków było nie lada wydarzeniem to, że zachodni profesor napisał obszerną historię Polski i że wykazywał zainteresowanie Polską. W dodatku naukowiec ten już wtedy biegle władał językiem polskim. Dlatego z zapałem pochłonąłem lekturę tego dzieła. Moją uwagę zwróciło to, co Davies napisał o pochodzeniu Polaków i ogólnie Słowian. Stwierdził, że Polacy wychowani w przekonaniu, że Słowianie byli na ziemiach polskich „od zawsze”, muszą zaakceptować fakt, że było inaczej – że Słowianie przybyli do Polski dopiero we wczesnym średniowieczu. Pobudzony autorytetem brytyjskiego naukowca oraz pomny mojej wizyty w wiedeńskim muzeum, zdałem się na zachodnioeuropejskie autorytety i bezrefleksyjnie przyjąłem ich narrację. Zrobiłem to pomimo tego, iż zawsze były we mnie wątpliwości dotyczące na przykład tak zwanej „pustki osadniczej”, której mój dość logicznie pracujący rozum nie był w stanie do końca zaakceptować. Dziś, po ponad dwudziestu latach, allochtoniczne argumenty przedstawione w „Bożym igrzysku” wydają mi się śmieszne i banalnie proste do obalenia. Jednakże tuż po przełomie 1989 r. całe społeczeństwo zachłystnięte upadkiem komunizmu i wolnością słowa, jaka wówczas eksplodowała, w czambuł przyjmowało wszystko, co zachodnie. Wszystko, co zachodnie jawiło się wówczas jako lepsze, mądrzejsze, doskonalsze. W tym samym kierunku poszła też nauka polska, a z nią nauki historyczne. Bez większej refleksji zaakceptowano zachodni (niemiecki) punkt widzenia na pochodzenie Słowian. Oczywiście allochtoniczny. Sprzyjała temu nieporównanie lepsza sytuacja finansowa zachodnich uczelni, laboratoriów oraz instytutów badawczych. Zachód wykorzystywał ją do kształtowania poglądów polskich naukowców poprzez różnego rodzaju granty, stypendia czy staże na zagranicznych uczelniach. Gwałtownie wśród polskich naukowców i studentów zwiększyła się liczba adresatów niemieckich grantów. Poszli oni w ślady Godłowskiego, z zadowoleniem przyjmując niemiecką narrację. W ten sposób wychowano w Polsce całe pokolenie bezrefleksyjnych historyków i archeologów, dla których wszystko, co zachodnie jest lepsze i mądrzejsze, bo po prostu jest zachodnie. Celowo w popełniłem przed chwilą błąd, zwany w logice błędem „idem per idem” lub błędnym kołem w dowodzeniu, by pokazać jak często działa argumentacja allochtonistów. Logika to bowiem dziedzina nauki, z którą naukowe środowisko allochtonistów jest wyjątkowo mocno na bakier.

Po 1989 r. teoria allochtoniczna z marszu przejęła rząd dusz wśród pozbawionego kręgosłupa polskiego środowiska naukowego, a tworzący w okresie PRL polscy allochtoniści automatycznie stali się autorytetami. Autochtonizm poszedł w odstawkę. Nie zanikł zupełnie, ale przestał dominować. Na szczęście nie na długo, gdyż pod koniec XX w. nieśmiało zaczęły ujawniać się nowe dziedziny nauk, pomocne historii. Archeologia i jej tendencyjna allochtoniczna nadinterpretacja stopniowo zaczęła tracić pozycję hegemona. Obecnie na początku 2018 r. w kulturze Internetu i poza środowiskiem naukowym zdaje się już dominować autochtonizm. Wychowani na „lepszości” Zachodu całe pokolenie podstarzałych historyków i archeologów, a także ich młodocianych studentów nadal zdaje się być ślepe na nowe odkrycia naukowe. Środowisko te nie dojrzało jeszcze do nowej sytuacji, często nie rozumie wniosków płynących ze świeżych badań, nie umie się w nich odnaleźć i nie może się pogodzić z tym, że zaczyna przegrywać tę walkę. Z uporem trzyma się swoich przestarzałych, niemieckich pseudoteorii i mitów. Zachowanie tego środowiska przypomina mi sytuację środowiska pracowników instytutów naukowego socjalizmu i marksizmu-leninizmu w państwach bloku wschodniego na początku lat dziewięćdziesiątych. Środowisko te, które oderwane kompletnie od rzeczywistości, nie zdając sobie sprawy z kiełkujących przemian społeczno-politycznych, na początku lat dziewięćdziesiątych znalazło się w bardzo niekomfortowej sytuacji. Leninowska „nauka”, którą głosili przez całe swoje życie z dnia na dzień przestała być „nauką”. Taki sam los w naukach historycznych czeka zwolenników tez Kossinny, Godłowskiego, Parczewskiego i innych oderwanych od rzeczywistości i od nowoczesnej interdyscyplinarnej nauki, mitomanów. Już widać pierwsze oznaki ich porażek.

 

PRZYSZŁOŚĆ

Nie mam wątpliwości, że allochtoniczna teoria pochodzenia Słowian nie ma przyszłości. Jej dni są policzone, a jej nieuchronny upadek zatrzęsie środowiskiem historyków i archeologów. Niektórych mocno to zaboli. Genetyka nie będzie miała litości dla adsurdalnych tez zwolenników Kossinny, Godłowskiego i Parczewskiego o fizycznej wymianie ludności na ziemiach polskich i połabskich u schyłku starożytności i początku średniowiecza. W późniejszym czasie nie będzie też miała litości dla tez o niemieckości starożytnych Germanów, przynajmniej tych zamieszkujących ziemie polskie oraz ziemie niemieckie od Odry po Ren.

Dopiero po ostatecznym obaleniu absurdów allochtonizmu, cała praca związana z pochodzeniem Słowian rozpocznie się zupełnie na nowo. Na nowo zacznie się analizowanie starożytnych i średniowiecznych źródeł pisanych, a i tłumaczenie tych jeszcze nie przetłumaczonych na język polski. Na nowo trzeba będzie analizować całą toponimię środkowej i zachodniej Europy, tym razem w oparciu o wyniki badań innych dziedzin nauki postulujących słowiańskość tych ziem. Na nowo postawione zostaną pytania o obecność Słowian w starożytności, nie tylko na terenie Polski, ale i na terenie Włoch, Austrii, Niemiec Zachodnich czy Skandynawii. Ten cały proces odkłamywania historii już się de facto rozpoczął i jest nie do zatrzymania.

 

PODSUMOWANIE I ZAKOŃCZENIE

Cytat Rafała A. Ziemkiewicza zaczynający niniejszy artykuł dowodzi, że w historii dominuje narracja państw silniejszych bez względu na to, czy jest ona zgodna z prawdą czy nie. Zakopanie prawdy o historii Słowian jest w dużej mierze wynikiem siły niemieckiej państwowości, jak i jej „nauki”. Jest siłą państw zachodnich i siły ich „nauk”. Jest zarazem wynikiem słabości polskiej państwowości od dwustu lat i słabości polskiej nauki będącej w sferze historii Słowian w dużej mierze wasalem nauki niemieckiej.

Mimo to, przyszłość nauki związanej z pochodzeniem ludów europejskich, zarówno tej światowej jak i polskiej, widzę optymistycznie. Nie widzę innej możliwości niż stopniowe odkłamywanie powstających od XVI w. mitów. Ten proces już się dzieje. Jako pierwsze upadają mity o „pustce osadniczej” na ziemiach polskich między IV, a VI wiekiem oraz o niemal całkowitej fizycznej wymianie ludności między tymi wiekami. W te mity zaczynają powątpiewać już sami allochtoniści, którzy przyparci do muru przez ścisłe wyniki badań nowoczesnych dziedzin nauki znaleźli się w defensywie. Swoich pozycji próbują bronić naprędce tworzonymi kolejnymi mitami: o ekspresowej slawizacji połowy Europy, o nagłej wymianie kulturowej, o tym, że geny nie mają nic wspólnego z etnosem i językiem etc. Również i te niespójne i wzajemnie wykluczające się mity czeka zagłada. W dalszej kolejności przyjdzie czas na odkłamanie „niemieckości” Wandalów i ponowne zaliczenie ich do Słowian – zgodnie z najnowszymi odkryciami naukowymi i zgodnie z dawnymi źródłami pisanymi. Przyjdzie też czas na ponowne uczciwe zbadanie związków Sarmatów i Germanów ze Słowianami. Należałoby je zbadać m.in. na gruncie podobieństw kulturowych i językowych.
Jak już wspomniałem, o słowiańsko brzmiących imionach dawnych Germanów pisałem w innych artykułach, ale nic na ten temat nie pisałem w odniesieniu do Sarmatów. Nie pisałem też o związkach kulturowych obu starożytnych ludów ze Słowianami. Jest to temat na odrębny artykuł, a w zasadzie na wiele odrębnych artykułów.
Kończąc niniejszy tekst, bardzo krótko wspomnę jednak o jednym aspekcie kulturowym, mianowicie o wojskowości, czyli kulturze militarnej. Od dawna liczne grono badaczy zwraca uwagę na podobne motywy wojskowe występujące u Sarmatów jak i u Polaków. Wiele sarmackich tamg, czyli znaków plemiennych i rodowych znalazło się w średniowieczu na polskich herbach szlacheckich. Na ten temat powstały całe opracowania. Ostatnio o powiązaniach kulturowych, językowych i wojskowych Scytów, Sarmatów oraz Słowian pisał 
Wojciech J. Cynarski w dwóch swoich napisanych w języku angielskim, artykułach. Jeden z nich powstał we współautorstwie z Agnieszką Maciejewską. [36][37]

Aby uporządkować tematykę mitów do odkłamania, przedstawiam je w niniejszych podpunktach:
– mit przybycia Słowian do Europy Środkowej w VI w.
– mit masowego nagłego pojawienia się Słowian na arenie dziejów w VI w.
– mit masowego i ekspresowego podboju Europy przez Słowian we wczesnym średniowieczu
– mit pustki osadniczej na ziemiach polskich między IV, a VI w.
– mit biologicznej wymiany ludności na ziemiach polskich między IV, a VI w.
– mit germańskości (w dzisiejszym tego słowa znaczeniu) starożytnych Wandalów / Wenedów
– mit irańskości Scytów i Sarmatów
– mit irańskości języków scytyjskich i sarmackich
– mit pochodzenia etnosu Niemców od Germanów żyjących w starożytności między Renem, a Bugiem
– mit niemieckości języka dawnych Germanów żyjących między Renem, a Bugiem.

Choć zadanie nie jest łatwe, nie mam wątpliwości, że nauki historyczne poradzą z tymi mitami odsyłając je ostatecznie tam, gdzie ich miejsce – do mitologii. W kwestii poznawania prawdy i odchodzenia od mitów ważna będzie zmiana pokoleniowa polskich środowisk historycznych i archeologicznych. Obecnie zaś ważna jest też praca pasjonatów i niezależnych badaczy. Wyrażam nadzieję, że również niniejszy tekst jest kolejnym małym krokiem ku przywracaniu historycznej prawdy o Sarmatach, Germanach i Słowianach.
Wzrastająca liczba niezależnych badaczy, a także pojawienie się ich wśród zawodowych naukowców daje silną nadzieję na przyszłość. Na tę konkretnie przyszłość, w której prawda, logika, uczciwość i rzetelność znów będą w cenie.

Adrian Leszczyński
aleszczynski@interia.pl

 

Adrian Leszczyński: Sarmaci, Germanie i Słowianie | Białczyński (bialczynski.pl)

 

 


 

———

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


———