Mnie dziś ogólnie wszystko boli, więc te płoty też. Boli jak ludzie odchodzą, dalsi drodzy i bliżsi drodzy, i nawet jak są starzy, to wciąż odchodzą za wcześnie.
Boli jak odejść muszą nie w domu, bo taką mamy w sumie rzeczywistość polską.
Boli mnie jak matki muszą oddawać dzieci do żłobków, bo pracują, a właściwie boli też jak chcą ale nie mogą, bo nie ma miejsc.
Boli jak patrzę co się dzieje w edukacji, i jak nie ma mądrych, ten wie to ten tamto, każde dziecko inne i każdy rodzic inny, a tak w ogóle to najbardziej boli mnie, że mało kto kogo słucha, a tych problemów tyle, że nie wiadomo gdzie ręce włożyć. I po co.. skoro najczęściej twój entuzjazm wykorzystają na swoje polityczne gierki, na swój biznes ten czy inny.
Boli mnie jak mnie boli, że nie mogę się rozstać z tym czy innym gratem. I boli, że nie miałam czasu tym się zająć, sprawdzić po prostu czemu moje poczucie bezpieczeństwa tak łączy się z rzeczami, a ja nie potrafię bez nich żyć – może temu że nieustająco szukam domu i nie mogę znaleźć, albo temu że de facto strasznie dużo w zyciu już utraciłam i nie wiem czy nie więcej niż zyskałam, no ale to niewystarczające tłumaczenie być może..
I najbardziej boli mnie to, że chciałabym się przejąć problemami wszystkimi, które widzę na fb i w realu, przynajmniej tymi które dotyczą kobiet w trudnej sytuacji i dzieci, ale nie mogę, bo mnie boli też to, że komentarze i głupie polubianie czy niepolubianie też boli, i nieodwzajemnianie, bo ja coś tam wtedy, gdy ty coś tam, więc ty już nigdy nic, podczas gdy ja nadal, bo już zapomniałam o co poszło…
I wtedy totalnie nic mi się nie chce. Nawet tego, co z entuzjazmem robiłam jeszcze tydzień temu, na przykład wierszy.
W końcu jakie to ma znaczenie dla tych dzieci nieprzyjętych do żłobka, dla tych matek w toksycznych związkach i dla tych umierających w hospicjum. No żadne kurde żadne.
A może po prostu za dużo hojną ręką wszystkim tego dobrego jasnego światła wysyłałam a dla siebie nie zostawiłam nic i nie nauczyłam się tego, co wszyscy niekomentujący albo rzadko mnie tu uczą (a ja jak ten tuman ciągle swoje) — zostaw dla siebie, zabaw się, zajmij życiem radością i czymś prostym jak pieczenie ciasta.. no wiem. ale nie umiem na razie. albo już nigdy. jakieś 80 procent mojego zycia marzę i tak by zmienić sobie naturę, charakter, przeznaczenie życiowe i osobowość. No ale już zmieniłam przecież jakieś 15 lat temu, tzn odgrzebałam siebie. No i taka jestem. Taką siebie wybrałam 45 lat temu, to było głupie. No ale tak wybrałam. I tak wam zazdroszczę.

Leave a comment