Świder dzielnica Otwocka pod Warszawą był kiedyś uzdrowiskiem (nadal ma mikroklimat i jest tu cudownie, ale sława przebrzmiała) i przybywali tu warszawiacy w każdy ciepły weekend. Tu stały wille Świdermajer i Żydzi wynajmowali miejsca letnikom. Tu moi dziadkowie prowadzili domowe kolonie dla Warszawskich i ogólnopolskich dzieci..
Dziś – idziemy nad rzekę, przedzieramy się trochę przez zarośla, choć ścieżki wytyczone wciąż są przez okolicznych mieszkańców, przez Świdrzaków.
Ci z okolic wciąż przychodzą tu zwłaszcza z dziećmi, bo i plaż jest kilka piaszczystych, i na trawie miło usiąść, i o dzieci nie trzeba się za bardzo martwić, bo woda głębsza tylko w zakolach.
A okolica cudowna, zieleń, słońce, cień drzew, szum drzew, kaczki, które niczego się nie boją. Muszki, które nie gryzą za bardzo. Zwłaszcza jak się idzie na spacer rzeką…
A tak jest najprzyjemniej. Iść na spacer w górę lub dół rzeki, brodzić płytko lub wpadać po pas, iść z dzieckiem za rekę lub wziąć je na ramię. Pokazać tatarak i uzbierac świeżej mięty. Obserwować małe rybki…
Wchłaniać przyrodę.  I odpoczywać.

Leave a comment