Jak jeść te cholerne kiełki? 🙂 czyli o konsultacjach dietetycznych

Kilka lat temu miałam wielki problem z hormonami, trądzikiem zgagą i alergią. Swoją i dzieci. Postanowiłam zmienić dietę. Przeszłam na kuchnię pięciu przemian.
Ale oprócz tego, gdy zrozumiałam, że każdy organizm każdego człowieka, w jednym organizmie rodziny, jest inny – zdecydowałam się na zrobienie indywidualnej konsultacji dietetycznej.
Polecam MONIKĘ BIBLIS. Mam do niej zaufanie choć to młoda kobieta. Nie jedyna robi takie konsultacje na dystans – robi to też np pani Ciesielska.
W każdym razie poprosiłam o dokładne informacje – co każdy z nas może jeść , co nie, jakie są zaburzenia w organizmie jeśli chodzi o smaki (pięć smaków – kuchnia pięciu przemian, poczytajcie!). Jakich zaś smaków używa kto za dużo.
Oczywiście za dużo jest zwykle słonego (wędliny, przetworzone jedzenie, z których to rzeczy zrezygnowałam wtedy całkowicie)
i za dużo jest słodkiego – słodycze cukier itd.

To był świetny pomysł te analizy. Otrzymałam pełen wykaz pokarmów, które są dla każdego z nas dobroczynne, neutralne albo szkodliwe. Fakt, niektóre rzeczy są trudne – np dla mnie coś jest dobre a dla dzieci nie. Ale.. eureka! o ile nie chodzi tu o słodycze, które są zresztą szkodliwe dla wszystkich, to w przypadku innych rzeczy dzieci mają doskonałe wyczucie.
JEŚLI DZIECIOM NIE ZABURZY SIĘ TEGO WYCZUCIA, tzn gdy nie wmusza się im nic gdy sa małe, nie karmi ich na siłę, nie każe czegoś jest bo „jest zdrowe” , to one potem doskonale czują, co jest dla nich dobre. Wszystko się sprawdziło. Tzn zapisane jest w konsultacji — chrzan, kiełki np – nie dla dzieci. No i dzieci faktycznie tego same nie chciały jeść. Mlodszy syn spróbował, jak wszystkiego, ale jedzenia odmówił.
A ja — uwielbiam kiełki. Są dla mnie dobroczynne zresztą. I jem je na przykład tak jak na obrazku, a nawet po prostu na kanapce z masłem.

Polecam zrobienie takiej konsultacji dla dość małych dzieci np przedszkolnych , tych z alergią. Bo potem okazuje się, że właśnie dzieci mają zaburzony smak, oraz złe nawyki, takie przedszkolne, albo te z klasycznej kuchni polskiej. Czyli jadłyby non stop pomidorówę z koncentratu, oraz pizzę na przemian ze spaghetti. Albo jakieś kotlety. Żadna z tych opcji nie nadaje się na dłużej, może być tylko okazjonalna. Ale moje dziecko ma już takie nawyki.
Podobnie bardzo ciężko go namówić na zjedzenie jakiejkolwiek innej zupy, warzyw, nawet sosu mięsnego z warzywami. Je tylko klasyczny sos mięsny „polski” czyli taką wodę z mięsem i mąką i przyprawami… Niestety. Żałuję błędów z początków macierzyństwa, ale cóż.
poza tym oczywiście dzieci mają swoje fazy jedzeniowe, swoje własne gusta itd.
Ale jak dziecko robi monodietę i ciągle łaknie słodyczy to nie jest dobrze.
I sama do końca nie wiem jak to odkręcić. Chyba poczekać aż podrośnie i zmądrzeje, bo z ośmiolatkiem nie ma rozmowy. Niby rozumie, ale przekonać się go nie da. Bunt na pokładzie. Może całymi miesiącami żywić się kanapkami z masłem i pierogami ruskimi…

 

Leave a comment